Portal Bajo.pl poleca:


Zaloguj się
Login

Hasło




» Nie pamiętasz hasła?
» Załóż konto
 
Biegać czy nie biegać
Aminokwasy BCAA Suplementy Białkowe odżywki
HMB Kreatyna Kre-Alkalyn Glukozamina
Carbo Gainery L-Karnityna Odżywki


Biegać czy nie biegać?
Retro jest teraz w modzie - ubrania, wyposażenie wnętrz, nawet samochody. Ale nie bieganie. Ono jakoś nie powróciło do łask. W latach sześćdziesiątych bieganie było najpowszechniejszym rodzajem aktywności wydolnościowej, stosowanej przez kulturystów dla pozbycia się tłuszczu. W latach 90-tych wielu zawodników odstawiło w kąt swoje buty do biegania na rzecz ruchomych bieżni, rowerków stacjonarnych i stepu. Taka zmiana nastąpiła z dwóch powodów - wygody oraz obawy, że bieganie może uszczuplić te ciężko wypracowane mięśnie. Nic dziwnego: przyjrzysz się typowemu biegaczowi i łatwo możesz dojść do wniosku, że ten rodzaj aktywności może zamienić cię w chudą tyczkę. Ale tak się dzieje tylko wtedy, kiedy trenujesz jak biegacz długodystansowy. Bieganie może w rzeczywistości być wykorzystywane zarówno przez rekreacyjnych, jak i zawodowych kulturystów do spalania tłuszczu bez pozbywania się mięśni, pod warunkiem, że będziesz podchodzić do niego tak, jak podchodzisz do ruchomej bieżni, rowerku czy steppera: niewielka ilość pomoże ci utrzymać szczupłą sylwetkę, ale zbyt dużo doprowadzi cię do katabolicznego stanu, w którym twoje mięśnie zaczną się zmniejszać.

Bieganie dla kulturysty
Poważni biegacze biegają po to, aby poprawić swój czas i dystans; kulturyści biegają po to, żeby zredukować tkankę tłuszczową i prezentować szczuplejszą, twardszą sylwetkę. Skupienie się na kulturystycznym celu jest istotne. Jeśli z natury lubisz bardzo współzawodniczyć, może będziesz się musiał ograniczać: chociaż poprawa sprawności i zdrowia jest związana ze zwiększeniem treningu, nie chcesz chyba dojść do punktu, kiedy zaczniesz tracić mięśnie. Zwracaj uwagę na takie zmienne, jak intensywność, częstotliwość i czas trwania.

Jeśli będziesz chciał biegać odpowiednio szybko (intensywność), odpowiednio długo (czas trwania) i odpowiednią liczbę razy (częstotliwość) - musisz wiedzieć, jakie jest niezbędne minimum, aby uruchomić proces spalania tłuszczu oraz jakie jest właściwe maksimum, poza którym musiałbyś zacząć szukać mięśni, które kiedyś miałeś.

Dlaczego zbyt wiele biegania powoduje utratę mięśni? Zajęcia aerobowe na początku wykorzystują głównie zgromadzony w mięśniach i wątrobie glikogen (produkt uboczny metabolizmu węglowodanów), potem, mniej więcej po 20 minutach, tłuszcz staje się podstawowym źródłem energii. Przy zwiększaniu prędkości, odległości lub długości zwiększy się również utrata wagi, ponieważ zaczniesz sięgać również do białek jako źródeł energii. Jednakże inna zmienna jest prawdopodobnie bardziej istotna. Nasze mięśnie są zbudowane głównie z dwóch rodzajów włókien, szybko- i wolnokurczliwych.

Włókna szybkokurczliwe to te, które rosną jak szalone, kiedy wyciskamy żelazo; włókna wolnokurczliwe są wykorzystywane głównie podczas ćwiczeń aerobowych. Co jest rzeczywiście niesamowite, i jednocześnie problematyczne dla kulturysty, to fakt, że kiedy zwiększa się trening aerobowy, włókna szybkokurczliwe zaczynają przejmować cechy włókien wolnokurczliwych. Po prostu stają się bardziej aerobowe - i mniejsze. Jasne więc, że musisz zachować równowagę, ale nie musisz odrzucać biegania.

http://kulturystyka.bajo.pl/sklep/napijesz_sie.JPG

Ci, którzy wątpią, że bieganie może być doskonałym towarzyszem kulturystyki, powinni przyjrzeć się sylwetce dwukrotnej Ms. International Yolandy Hughes. Obecnie Yolanda wybrała bieganie jako główny rodzaj ćwiczeń aerobowych, żeby utrzymać tkankę tłuszczową na niskim poziomie. Yolanda biega cztery razy w tygodniu pokonując 3-5 km. Stara się biegać z niedużą intensywnością, w wolnym tempie, nie dłużej 30 minut.

Jeśli wcześniej nie biegałeś, powinieneś zaczynać powoli. Nie rzucaj się na bieganie, bo wypalisz się w kilka minut, a to nie pomoże ci spalić tłuszczu. Pamiętaj, weź pod uwagę zarówno czas trwania, intensywność, jak i częstotliwość. Przyjrzyjmy się im po kolei.

Czas. Yolandzie było trudno zacząć znowu biegać po kilku latach przerwy. Musiała zacząć od 10 minut, bo tylko tyle jej nogi mogły znieść. Teraz poza sezonem może biegać 30-40 minut. Jeśli jesteś osobą początkującą, możesz zacząć od 15 minutowego marszu, powoli zwiększając czas i dystans, co pozwoli twoim stawom i mięśniom przystosować się.

Intensywność. Szybki marsz jest dobrym sposobem na rozpoczęcie, ale może będziesz w stanie podjąć tempo, na jakie pozwoli ci stan twojej kondycji. Szybszy krok z pewnością jest aerobowy, spala kalorie i poprawia wydolność serca, ale spala kalorie z glikogenu, a nie tkanki tłuszczowej. Wszystko jednak zależy od tego, co jest dla ciebie najlepsze. Jeśli możesz biegać tylko przez 20 minut, a maszerować przez 40, wybierz to drugie jako lepszą opcję spalania tłuszczu. Jeśli możesz przeznaczyć tylko 20 minut, wybierz coś bardziej intensywnego. Intensywność najlepiej mierzy się sprawdzając puls.

Celem jest utrzymanie docelowego tętna, dzięki czemu spalasz tłuszcz i zwiększasz wydolność serca. Sportowiec o dobrej kondycji może ćwiczyć z większą intensywnością, kulturysta powinien trenować w średnich zakresach, a początkujący powinien trzymać się łatwiejszego końca skali, przynajmniej na starcie.

Częstotliwość
Aby odnieść najwięcej korzyści z biegania, trzeba biegać 2-3 razy na tydzień. Po pewnym czasie można dodać czwarty trening, w zależności od celów i programu treningu z obciążeniem. Bieganie mniej niż dwa razy w tygodniu ani nie spali wystarczającej ilości tłuszczu, ani zbytnio nie poprawi zdrowia. Szybkość, długość i częstotliwość określi, jak szybkie będziesz robić postępy. Jednak również inne indywidualne czynniki wpłyną na końcowe efekty: szybkość adaptacji organizmu do nowego stresu, szybkość spalania tkanki tłuszczowej oraz czas, kiedy zamiast tłuszczu zaczynają być spalane mięśnie. Uważnie obserwuj te zmienne treningowe i dostosowuj je tak, aby uzyskać najlepsze dla ciebie wyniki. Generalnie postępuj tak, jak w przypadku treningu z obciążeniem, kiedy twoje mięśnie musiały się zaadaptować do nowego stresu. Dopóki aktywność zachowuje charakter aerobowy (co oznacza, że trwa dostatecznie długo), jesteś w „strefie spalania tłuszczu".

Wskazówki dla biegających kulturystów:
1. Kup dobre buty do biegania. Nie żałuj pieniędzy na jakość. Dobra para butów zapobiegnie dyskomfortowi stóp i stawów skokowych oraz kontuzjom. Możesz również zakładać dwie pary skarpetek, co zmniejszy prawdopodobieństwo pęcherzy.
2. Unikaj przetrenowania. Kulturysta musi myśleć o regeneracji. Jeśli w krótkim czasie będziesz intensywnie biegać i podnosić duże ciężary, narażasz się na kontuzję. Ogranicz albo jedno, albo drugie.
3. Zwracaj uwagę na trening nóg. Rozgrzewka to podstawa. Jeśli trenujesz łydki lub tylne mięśnie ud do nieudanej próby i jeszcze się nie zregenerowałeś, zrezygnuj z biegania. Możesz wtedy łatwo odnieść kontuzję lub naciągnąć mięsień. Daj sobie co najmniej dwa dni na odpoczynek po ostrym treningu nóg. Możesz jednak trochę pobiegać z małą intensywnością.
4. Pij dużo płynów (wody). Jest to szczególnie istotne, kiedy biegasz na słońcu. Pij zarówno przed, w trakcie, jak i po bieganiu. Pamiętaj, jeśli czujesz pragnienie, już jesteś częściowo odwodniony, co może negatywnie wpłynąć nie tylko na twoje wyniki, ale i na zdrowie.

Najlepsze napoje dla sportowców znajdziesz w HellHound.pl

www.paker.prv.pl




Wasze komentarze

miechy2 -at- wp (kropka) pl / 18.06.2007 16:20:40 / 85.14.65.---
fajny artykul ;] pzdr;]

biegajcie ludzie biegajcie :D

fresz280485 -@- wp kropka  pl / 04.09.2007 13:48:08 / 83.18.255.---
Biegam bo lubię. Trzy razy w tygodniu na 7 km. w czasie ok 35 min. stopniowo schodzę już do 30 min.
Po przerwie wakacyjnej wróciłem również do systematycznych treningów na siłowni. JEDNO I DRUGIE DAJE MI WIEJE SATYSFAKCJI. :)

Avatar
Kamil / 04.09.2007 21:55:53 / 195.66.144.60/192.168.16.---
Nic tak nie poprawia kondycji jak długodystansowe biegi. Mają wielki wpływ na organizm.

Milos -at- Grecja _kropka_ pl / 16.09.2007 14:04:12 / 83.17.224.69/192.168.10.---
Siłownia + bieganie to istota prawdziwej kulturystyki. Jest to najbardziej ekstremalna i najcięższa odmiana kulturystyki, ale całkowicie realna i dająca konkretne, wymierne efekty. Trzeba tylko pamiętać o właściwych proporcjach - nie biegać częściej niż 3 razy w tygodniu a na siłowni wykonywać tylko ćwiczenia podstawowe, rozwijające siłę i masę. Jest to najcięższy i najbardziej wyczerpujący sport, ale najwszechstronniej rozwija sprawność fizyczną. Przy okazji - podaję 5 najważniejszych ćwiczeń siłowych - namocniej i najwszechstronniej stymulują one mięśnie; są to: przysiady, martwy ciąg, skłony (tzw. brzuszki), pompki na poręczach i podciąganie na drążku podchwytem na szerokość barków. Jeśli chodzi o bieganie, to aby uniknąć spadków masy nie należy biegać dłużej niż godzinę - półtora godziny. Intensywność dowolna - w miarę wzrostu kondycji można zwiększać prędkość biegu. Stosować należy metodę ciągłą, a okresowo też metodę zmienną , aby rozwinąć też szybkość oprócz wytrzymałości. Pamiętaj - siłownia daje siłę i masę, a bieganie - rzeźbę. Pozdrowienia dla najtwardszych z twardych!

vivamarcin -at- wp [kropka] pl / 20.05.2008 13:33:36 / 83.20.251.---
dlaczego nie biegac np 5 x w tyg ? odp

asiunia248 [at] buziaczek kropka  pl / 01.06.2008 9:45:45 / 81.190.69.---
Biegam od 10 lat na silownie chodze od 4 . Bieganie daje duzo satysfakcji nabiera sie ogolnej sprawnosci i kondycji. Dla mnie jest osobistym sposobem radzenia sobie ze stresem. Biegac jak najbardziej.

karolinka19967 [at] interia (kropka) pl / 14.08.2008 16:47:18 / 83.18.142.146/192.168.12.---
biegam od 2 lat to jest zarombiste nieprawdasz

Avatar
misiek / 10.11.2008 17:05:56 / 83.142.122.---
Ja zacząłem biegać na nowo, po bardzo długim okresie przerwy fajnie było miałem więcej zapału i samo zaparcia niż kiedykolwiek. Łącznie z rozgrzewką pokonywałem od 10 do 14 km, ale musiałem zaprzestać kiedy poczułem silny ból w prawej stopie. Ból był tak silny że nie mogłem chodzić, ale jakoś przetrwałem. Ból minął, powraca za każdym razem jak zaczynam biegać. Zawsze boli w tym samym miejscu czyli po wewnętrznej stronie prawej stopy, (raz tylko zdarzyło się że bolało mnie w lewej) na samym środku licząc od palucha do pięty. Może jeszcze dodam że w chwili kiedy bolało najbardziej to stawałem tylko na paluchu ewentualnie na pięcie bo bolało najmniej.
Czy ktoś kto biega miewa/miewał takie bóle jak, jeśli tak to proszę o pomoc, bo chce nadal biegać.
Proszę piszcie na maila misiekmichas@o2.pl

alberto76 (at) 0p _kropka_ pl / 01.02.2009 19:40:11 / 217.98.38.---
biegać?jak najbardziej!zwiększamy pojemność płuc,wzmacniamy serce.korzyści niewymierne dla ogólnej sprawności fizycznej.czy kulturysta powinien biegać?facet z mięśniami a z zadyszką to widok hiper-żałosny!

www kropka  Stres223 -at- wp kropka  pl / 23.06.2009 15:11:51 / 83.15.129.226/192.168.0.---
Spoko!!!

pelsu _at_ gazeta kropka  pl / 24.02.2010 23:01:40 / 84.10.241.---
czy ktoś umiałby wyrazić intensywność za pomocą HRmax[%], tzn. jaka powinna być w przypadku biegania 3x w tygoniu i chodzenia na siłownię oczywiście

Avatar
beniu / 05.03.2010 20:39:36 / 88.199.34.---
Biegajcie biegajcie:)
trening silowy mozna jak najbardziej laczyc z bieganiem oczywiscie z glowa 2-3 razy w tygodniu po 35-40minut:)
POZDRAWIAM wszystko jest w psychice moje motto :"JAK BOLI TO ROSNIE A BOL TO FIKCJA I OBRAZ NASZEJ CHOREJ WYOBRAZNI"

czikita12-1996 -at- o2 (kropka) pl / 18.03.2010 18:18:04 / 193.227.116.---
Ja uwielbiam BieGaĆ . !
To mój NajlepSzy SpoRt . ! :)
Już 3 lata trenuje biegi . ! :P .. I mysle , że Daleji Jeszcze pociągne z BieGami . ! :)
Rok Temu To mniałam 1 miejSce .. Teraz to zabardzo To nie chodze na WyściGii .. ani nie biore tak bardzoo udziałów :) . !

czikita12-1996 at o2 _kropka_ pl / 18.03.2010 18:18:50 / 193.227.116.---
Ja uwielbiam BieGaĆ . !
To mój NajlepSzy SpoRt . ! :)
Już 3 lata trenuje biegi . ! :P .. I mysle , że Daleji Jeszcze pociągne z BieGami . ! :)
Rok Temu To mniałam 1 miejSce .. Teraz to zabardzo To nie chodze na WyściGii .. ani nie biore tak bardzoo udziałów :) . !

marcinbar85 _at_ interia (kropka) pl / 19.03.2010 14:22:09 / 83.10.173.---
mam 25 latek, 183 cm i waga okolo 87 kg, moim celem jest zrzucić brzuszek oraz wyrobić sobie sylwetke:) Cwicze na siłowni następnie biegam około 5 km (50 min) 3-4 razy w tygodni + dieta w postaci: sniadanie 8:00- mleko z płatkami, drugi posilek 2 kromki zytniego pieczywa z jogurtem czy wedlinka bez masla, trzeci posilek jakblko lub grejfrut a ostatni posilek po pracy oko 18-19 obiadek w zmniejszonej postaci :) Cwiczyc zaczynam godz-poltorej godz po ostatnim posilku, czy to co wykonuje i w takiej formie przyniesie rezultaty?

cool_gremlinek [at] interia _kropka_ pl / 17.05.2010 14:44:00 / 85.222.36.---
Witajcie,
bardzo ciekawy artykuł! Jak większość borykam się z pewnym problemem:
Jestem szczupłą osobą. Ćwiczę odkąd pamietam. Jakieś 6 miesięcy temu przekonałam się do biegania. Zaczynałam od 20 min biegu…i 40 min marszu…3 razy w tyg. Od 2 miesięcy biegam po 50 min 3 razy w tyg i..niestety pojawił sie problem. W biodrach mam dodatkowe 3,5 cm!(jeszcze 6 miesięcy temu miałam 91 cm), a w udach jakieś 2 cm…przyznam, ze diety nie trzymam, ale zawsze jadłam tak jak jem i nigdy nie miałam takich problemów. Czy bieganie aż tak mogło wpłynąć na przyrost dodatkowych cm? W moim przypadku wygląda to troche komicznie…nie wiem co robić…po joggingu czuję sie wyśmienicie..ale fakt,że luźne dotąd spodnie ledwo co wkładam na tyłek nie napawa mnie optymizmem…macie jakieś rady?

andziakm _@_ wp (kropka) pl / 24.06.2010 18:57:58 / 188.33.154.---
WITAJ;)) cool_gremlinek (at) interia kropka pl .
Otóż musze Cię zmartwić. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że od biegania mogło przybyć ci kilka centymetrów. Ale biegaj nadal.
Ja po 3 miesiącach nieobecności na siłowni - po powrocie na nią- podczas ćwiczeń przytyłam 3 kg. Więc wszystko jest możliwe. Ale teraz już tylko ćwiczę (max.3 razy w tyg.) i chudnę;))

dadol012 at wp kropka  pl / 03.01.2011 21:54:52 / 10.20.0.51, 83.19.11.---
czy jeśli biegam od pon. do niedz. to jest lepiej niż np. 4 razy w tyg.
z góry dzięki
pozdro.

miro31 -at- poczta _kropka_ onet _kropka_ pl / 08.01.2011 23:28:50 / 87.101.68.---
dadol jesli masz nadwagę to smiało 4 razy w tyg. biegaj wg. wyżej wymienionych wytycznych.Niedziele sobie sobie odpuść niedziela jest dniem odpoczynku :D

biker -@- poczta (kropka) fm / 06.06.2011 9:01:09 / 89.174.52.---
Kulturystom często brakuj kondycji fizycznej, mimo wyglądu w sportach aerobowych prezentuja się blado. Mam kolegów kulturystów, którzy an rowerze nie sa wstanie 30 km zrbić, a o bieganiu,m czy grze w piłkę nie wspomnę. Ja ze swoim tłuszczykiem mam kondycję o kilka klas wyższą. Nie ćwiczę na siłowni tylko na rowerze i na sali gimnastycznej.

maciejmarkowski _at_ yahoo [kropka] com / 08.06.2011 22:54:19 / 157.157.209.---
witam ja biegam na islandii juz od kilku lat z przerwami w naprawde wiejnych warunkach pogodowych ok 1,5 godziny 3 razy w tygodniu to jakies 14 km. czy to jest za duzo czy moze byc. bo sam nie wiem.

piotrek797 at poczta kropka  fm / 12.06.2011 22:33:39 / 46.204.68.---
Macieju, wszystko zależy o tego jaki masz cel! Domyślam się że chodzi o kulturystykę.Ja sam biegam tyle i sprawia mi to ogromną przyjemność lecz niestety dla naszych mięśni nie koniecznie jest to korzystne, bowiem po 10 km biegu mięśnie zaczynają spalać nie tłuszcz lecz białka, z których zbudowane są nasze mięsnie.Ja podczas biegu dostarczam glikol, który zamienia się w glikogen w postaci odżywki węglowodanowej - Carbonox firmy Olipm (odradzam smak grejpfrutowy :) ) , co w jakimś tam stopniu pozwala na zredukowanie spalania mięśni.Pozdro i powodzenia w dalszych trenigach zarówno biegowych jak i na siłce :P

kaczuszi3321 _@_ onet kropka  pl / 19.07.2011 11:33:33 / 46.113.241.---
TA ja też biegam po betonie i kurwa spadłem z dywanu na podłoge i sobie złamałem 3 włoski.

kaczuszi3321 -at- onet kropka  pl / 19.07.2011 11:35:35 / 46.113.241.---
I tak wogule to jest zajebiście mam kurwa mać zajebistą gule na prawej stopie napierdala mnie jak nie wiem i huj.Jałmużna proszę o jałmużne skurwesyny !

kaczuszi3321 (at) onet _kropka_ pl / 19.07.2011 11:37:11 / 46.113.241.---
Wy jebane ĆPUNY.proszę o jałmużne bo mama kulke na nodze .kurwa wasza zajebana w morde jebana mać .dawać pieniążki .

kacper kropka  sulej kropka  230 at interia kropka  pl / 15.01.2012 12:58:39 / 109.125.216.---
kaczuszi3321 Ty jakis popierdolony jestes.. przez kabe mocny jesteś?? tymi przeklonami chcesz kolegam z podstawówki zaimponować??

markettta (at) o2 kropka  pl / 11.05.2012 7:02:43 / 83.9.244.---
ja polecam bieganie z pulsometrem, wtedy pod kontrolą mamy swój organizm :)

Mysz12346 (at) wp [kropka] pl / 27.06.2012 19:01:09 / 77.45.58.---
Do: kaczuszi3321 (at) onet kropka pl
Wystarczy pójść do ortopedy na pewno zaradzi coś na twoją(celo z małej) dolegliwość. A jeżeli chodzi o twą niesprawność psychiczną, tu pomoże tylko psycholog... psychiatra.

rioobrav00 _@_ gmail _kropka_ com / 23.08.2012 14:33:18 / 109.243.243.---
uja do d888y bieganie a siłownia kłóca się ze sobą gdy chcesz "przytyrać" kulturyści powinni biegać tylko sprinty sam tyrałem na masę i grałem w piłkę i nic waga w miejscu a jak zaprzestałem grać w piłkę to od razu "urosłem"

763475437 at wp [kropka] pl / 01.10.2014 21:16:37 / 79.184.190.---
No i jogurt.

57787 _@_ wp _kropka_ pl / 01.10.2014 22:00:15 / 79.184.190.---
DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA

57787 [at] wp (kropka) pl / 01.10.2014 22:00:33 / 79.184.190.---
DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA DUPA

czikita12-1996 at o2 _kropka_ pl / 01.10.2014 22:01:58 / 79.184.190.---
DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA DÓPA

czikita12-1996 (at) o2 [kropka] pl / 01.10.2014 22:03:18 / 79.184.190.---
__¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶__¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶­
_¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶____¶¶¶¶
¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶____¶¶¶¶
¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶__¶¶¶¶¶
¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶ _¶¶¶¶¶
_¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶
___¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶­
_____¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶
_______¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶
_________¶¶¶¶¶¶¶¶
___________¶¶¶¶
____________¶¶
_____________¶
____________¶
___________¶
__________¶
________¶__¶¶¶_________¶¶¶
________¶_¶___¶_¶¶¶¶¶_¶___¶
______¶__¶__¶__¶_____¶__¶__¶
_____¶___¶_¶¶¶_________¶¶¶_¶
_____¶___¶_________________¶
______¶___¶_______________¶
______¶¶___¶__¶¶_____¶¶__¶
_____¶__¶__¶__¶¶_____¶¶__¶
_____¶__¶__¶_____¶¶¶_____¶
_____¶___¶_¶____¶___¶___¶
______¶______¶___¶¶¶___¶­
_______¶______¶¶_____¶¶
________¶_______¶¶¶¶¶__¶¶
_________¶______________¶
___________¶¶¶¶___________¶
_____________¶________¶____¶
_______¶¶¶___¶_________¶____¶
______¶___¶¶¶¶________¶¶¶¶__¶
______¶______¶_______¶____¶_¶
______¶______¶______¶_____¶¶
______¶_______¶_____¶_____¶
______¶_______¶¶¶¶¶¶______¶
_______¶___¶¶¶_____¶______¶
________¶¶¶________¶______¶
____________________¶____¶
_____________________¶¶¶¶

czikita12-1996 -at- o2 [kropka] pl / 01.10.2014 22:04:57 / 79.184.190.---
1. 88__8888888
2. 8888888888888888
3. 888888888888888888888
4. 8888888888888888888888888
5. O8888888888888888888888888
6. OOOOOOOO88888888888888888888
7. OOOOOOOOOOOOO88888888888___888
8. OOOmOOOOOOOOOO88888888888____8
9. 8OMOOOOOOOOOOO8888888888888
10. 88OOOOOOOOOOOOM88888888888888
11. 888OOOOOOOOOM8888888888888888
12. 88888OOOOOOOM888888888888888888
13. 88888OOOOOOM88888888888888888888
14. 88888OOOOOM888888888888888___8888
15. 88888OOOOMOO;o*M*o;888888888____88
16. 8OOOOOMOOOOOOOOOOO88888888____8
17. OOOOOOMO;OOOOOOOOOOO888888888
18. OOOOOMOOaAaOOOOOOOOM8888888888_______8
19. OOOMOOOOOOOOOOOOO888888888888888_8888
20. OOOMOOOOOOOOOO;OO88O88888888888888888
21. OOMOO"@@@@@@O"OOOO8w8888888888888888
22. OMOOOOO"@a@"OOOOOM8i888888888888888
23. M88OOOOOOOOOOOOOM88z88888888888888888
24. 88888OOOOOOOOOMM888!888888888888888888
25. 888888MAmmmAMVMM888*88888888___88888888
26. 88888888OOOOOOOMM88888888888888___8888888
27. 888888888OOOOOOMM888888888888888____88888
28. 8888888888MOOOOOmM888888888888888____8888
29. O888888888888OOOOmOOMm88888 888888___8888
30. 8888888888888888OOOOOOMm8 88888___888
31. 8888OO888888888888OOOOOOOMm88888____88
32. 888OOOOO888888888888OOOOOOOOMm8_____4
33. 888OOOOOOO88OOO8888888OOOOOOOOMm____2
34. O88OOOOOOOO8OOOOO888888OOOMOOOOOM
35. OO8OOOOOOOOOOOMOOOO8888OOOOMOOOOM
36. OOO8OOOOOOOOOOOMOOO8888OOOOOOMOOM
37. OOOOOOOOOOOOOOOOMO8888OOOOOOOOOMO
38. OOOOOOOOOOOOOOOMMO88OOOOOOOOOOOOM
39. OOO*88*OOOOOOOOOOMO88OOOOOOOOOOOOOOM
40. OO88@@88OOOOOOOOOMOO88OOOOOOOOOOOOOOM
41. OO88@@88OOOOOOOOOMOOO8OOOOOOOOOOOOOO*8
42. OOO*88*OOOOOOOOOOMOOOOOOOOOOOOOOOOO88@@
43. OOOOOOOOOOOOOOOMMOOOOOOOOOOOOOOOOO88@
44. OOOOOOOOOOOOOOMMOOMOOOOOOOOOOOOOOOO*8
45. OOOOOOOOOOOOOMMOOOMMOOOOOOOOOOOOOOOM
46. OOOOOOOOOOMMMMOOOOOMMOOOOOOOOOOOOMM
47. MMMMMMMMMMMMOOOOOOOOMMMOOOOOOOOMMM
48. OOMMMMMMMOOOOOOOOOOOOOOMMMMMMMMMM
49. OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMMMMM
50. OOOOOOOOOOOOOOMOOOMOOOOOOOOMM
51. OOOOOOOOOOOMMOOOOOOMMOOOOOOMM
52. OOOOOOOOOMMMOOOOOOOmMOOOOOMM
53. OOOOOOOOMMMOOOOOOOOOMMMOOOM
54. OOOOOOOMMMOOOOOOOOOOOMMOOOM
55. OOOOOMMMOOOOOOOOOOOOOOMOOOM
56. OOOMMOOOOOOOOOOOOOOOOOMOOOMO
57. OOMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMOOOMM
58. OMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMOM
59. OMOOOOOOOOO@OOOOOOOOOOOOOOMOOM
60. OOOOOOOOOO@@OOOOOOOOOOOOOOOMOOM
61. OOOOOOOOO@@@OOOOOOOOOOOOOOOOMOOM
62. OOOOOOOOO@@OOOOOOOOOOOOOOOOOOMOOM
63. OOOOOOOOO@OOOOOOOOOOMmOOOOOOOMOOOM
64. OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMOOOOOOOMOOOM
65. OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMMOOOOOOOOMOOOM
66. OOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMMOOOOOOOOOMOOOOM
67. OOOOOOOOOOOOOOOOOMMMMOOOOOOOOOmOOmOOOM
68. OOOOOOOOOOOOOOMMMOOOOOOOOOOOOMOOmmOOOM
69. OOOOOOOOOOOOOOMMOOOOOOOOOOOOOmMOOMMOOOMO
70. OOOOOOOOOOOOOMOOOOOOOOOOOOOOOmMOOMMOOOMm
71. OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMOOMMOOOMM
72. OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMOOMOOOMM
73. OOOOOOOOOMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMOMOOOMM
74. OOOOOOOOOMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMOOMMM
75. 888888888MOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMOOMM
76. 88888888MOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMOOMM
77. 888888MOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMOOMM
78. O88888MOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMOMM
79. OOO88MOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
80. OOOOOMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
81. OOOOMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
82. OOOOMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
83. OOOOMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
84. OOOOMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
85. OOOMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
86. OOOMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
87. OOMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
88. OOMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
89. OMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
90. OMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
91. MOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
92. MOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
93. OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
94. OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
95. OOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
96. OOOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
97. OOOOOOOOOOOOOOOOOMMM
98. OOOOOOOOOOOOOOOMMM
99. OOOOOOOOOOOOOOOMMM
100. OOOOOOOOOOOOOMMM
101. OOOOOOOOOOOMMM
102. OOOOOOOOOOOMMM
103. MOOOOOOOOOMMMO
104. OMMOOOOOOOMMMM
105. OOOOOOOOOMMMOM
106. OMOOOOOOOMOMOM
107. MMMMOOOOOOOMOM
108. MMMOOOOOOOOMOM
109. OMMOOOOOOOOMOM
110. OMMOOOOOOOOOMOM
111. OMMOOOOOOOOOOMOm
112. OOMOOOOOOOOOOOMM
113. OOOOOOOOOOOOOOOMO
114. OOOOOOOOOOOOOOOMO
115. OOOOOOOOOOOOOOOOM
116. OOOOOOOOOOOOOOOOM
117. OOOOOOOOOOOOOOOOMm
118. OOOOOOOOOOOOOOOOMM
119. MOOOOOOOOOOOOOOOMM
120. MOOOOOOOOOOOOOOOMM
121. MOOOOOOOOOOOOOOOMM
122. MOOOOOOOOOOOOOOOMM
123. OOOOOOOOOOOOOOMMM
124. MOOOOOOOOOOOOOMM
125. MOOOOOOOOOOOOOMM
126. MOOOOOOOOOOOOMM
127. MOOOOOOOOOOOOMM
128. MOOOOOOOOOOOOMM
129. MOOOOOOOOOOOMM
130. MMOOOOOOOOOOMM
131. MMOOOOOOOOOOMM
132. MMOOOOOOOOOMM
133. MMMOOOOOOOOMM
134. MMMOOOOOOOOM

czikita12-1996 _at_ o2 [kropka] pl / 01.10.2014 22:05:42 / 79.184.190.---
__██████
___________████████
___███████__██████__██████
__█████████_ █████_ ████████
___█████████_█████_████████
____████████_ ████_███████
________█████_███_█████
_█████████_ █____█_█████████
██████████ █______█ ██████████
███████████______ ███████████
_█████████_█_____█_█████████
_________█████_███_█████
_____████████_ ████_███████
____█████████_█████_████████
___█████████_█████_ ████████
____███████__██████__██████
____________████████_██
_____________██████_ ██
______█████_________██
_____███████_______ ██
___███████████_____██
_____ █████████___██
________███████__██
__________█████_██
___________██████
____________████
_____________██
____________██____███████
___________ ██___██████████
___________██__████████
___________██_██████
___________██_█████
___________██████
___________████

czikita12-1996 -@- o2 _kropka_ pl / 01.10.2014 22:06:56 / 79.184.190.---
______§______§_______§§§
_______§____§_____§§§§§§§
________§__§____§§§§§§§§§
_________§_§___§§§§____§§
___§§§____§§__§§§§_____§§
___§§§§§§__§_§§______§§§
____§§§§§§_§§§___§§§§§§
______§§___§§§__§§__§§§§
_______§§§__§§§_______§§§
_________§§§__§§§§_____§§
___________§__§§_§§§§§§§§
___________§§§§§_§_§§§§§
____________§§§§___§
_____________________§
_________§§§§§§§§§§____§    
_______§§§§§§§§§§§§§§___§     
______§§§§§§§§§§§§§§§__§_§§§§
______§§§§§§§§§§§§§§§___§§§§§§
__§§§§_§§§§§§§§§§§§§§§___§§§§
_§§§§§§_§§§§§§§§§§§§§§___§§§_§
__§§§§____§§§§§§§§§§§___§§§§_§
___§§_________§§§§§____§§§§_§
__§§________§§§§§§§§§§§§§§_§
__________§§§§§§§§§§§§§§§_§
________§§§§§§§§§§§§§§§___§
_______§§§§§§§§@§§§§@______§
______§§§§__§§§§§§§§§
_____§§§§___§§§§§§§§§
____§§§§____§§§§§§§§§
____§§§____§§§§§§§§§§
____§§§__§§§§§§§§§§§§§§
____§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§
___§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§
___§§§§§§§§§§§§@§§§§§§§§§§§§
____§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§
________§§§§§§___§§§§§
_________§§§§§___§§§§
_________§§§§§__§§§§
________§§§§§§_§§§§§
_______§§§§§§___§§§§
______§§§§§§_____§§§§
______§§§§§
______§§§§    
______§§§      
_____§§§§
____§§§§§    
_____§§§§
______§§§§

czikita12-1996 [at] o2 _kropka_ pl / 01.10.2014 22:07:31 / 79.184.190.---
___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§ ___________§§§§§
__________§_____§
_________§_______§
________§________§
____§§§§__________§§§§§
___§____§§_______§§____§
__§______§§_____§§______§
_§_______§§____§§_______§
_§________§§__§§________§
__§________§__§_________§
___§_______§§x§_________§
____§§____§§o§§§_______§
___§_____§§x???§§_____§
_§_______§§o???§§___§
§________§§x???§§____§
§_________§§o§§§______§
§__________§§x§________§
_§_____§§§___§§_________§
__§_____§_____§_________§
___§§§§§______§§________§
_______§______§_§_______§
_______§______§_§§§____§
_______§______§____§§§§
_______§______§
________§____§
_________§§§§

czikita12-1996 at o2 kropka  pl / 01.10.2014 22:09:44 / 79.184.190.---
Biegać czy nie biegać?
Retro jest teraz w modzie - ubrania, wyposażenie wnętrz, nawet samochody. Ale nie bieganie. Ono jakoś nie powróciło do łask. W latach sześćdziesiątych bieganie było najpowszechniejszym rodzajem aktywności wydolnościowej, stosowanej przez kulturystów dla pozbycia się tłuszczu. W latach 90-tych wielu zawodników odstawiło w kąt swoje buty do biegania na rzecz ruchomych bieżni, rowerków stacjonarnych i stepu. Taka zmiana nastąpiła z dwóch powodów - wygody oraz obawy, że bieganie może uszczuplić te ciężko wypracowane mięśnie. Nic dziwnego: przyjrzysz się typowemu biegaczowi i łatwo możesz dojść do wniosku, że ten rodzaj aktywności może zamienić cię w chudą tyczkę. Ale tak się dzieje tylko wtedy, kiedy trenujesz jak biegacz długodystansowy. Bieganie może w rzeczywistości być wykorzystywane zarówno przez rekreacyjnych, jak i zawodowych kulturystów do spalania tłuszczu bez pozbywania się mięśni, pod warunkiem, że będziesz podchodzić do niego tak, jak podchodzisz do ruchomej bieżni, rowerku czy steppera: niewielka ilość pomoże ci utrzymać szczupłą sylwetkę, ale zbyt dużo doprowadzi cię do katabolicznego stanu, w którym twoje mięśnie zaczną się zmniejszać.

Bieganie dla kulturysty
Poważni biegacze biegają po to, aby poprawić swój czas i dystans; kulturyści biegają po to, żeby zredukować tkankę tłuszczową i prezentować szczuplejszą, twardszą sylwetkę. Skupienie się na kulturystycznym celu jest istotne. Jeśli z natury lubisz bardzo współzawodniczyć, może będziesz się musiał ograniczać: chociaż poprawa sprawności i zdrowia jest związana ze zwiększeniem treningu, nie chcesz chyba dojść do punktu, kiedy zaczniesz tracić mięśnie. Zwracaj uwagę na takie zmienne, jak intensywność, częstotliwość i czas trwania.

Jeśli będziesz chciał biegać odpowiednio szybko (intensywność), odpowiednio długo (czas trwania) i odpowiednią liczbę razy (częstotliwość) - musisz wiedzieć, jakie jest niezbędne minimum, aby uruchomić proces spalania tłuszczu oraz jakie jest właściwe maksimum, poza którym musiałbyś zacząć szukać mięśni, które kiedyś miałeś.

Dlaczego zbyt wiele biegania powoduje utratę mięśni? Zajęcia aerobowe na początku wykorzystują głównie zgromadzony w mięśniach i wątrobie glikogen (produkt uboczny metabolizmu węglowodanów), potem, mniej więcej po 20 minutach, tłuszcz staje się podstawowym źródłem energii. Przy zwiększaniu prędkości, odległości lub długości zwiększy się również utrata wagi, ponieważ zaczniesz sięgać również do białek jako źródeł energii. Jednakże inna zmienna jest prawdopodobnie bardziej istotna. Nasze mięśnie są zbudowane głównie z dwóch rodzajów włókien, szybko- i wolnokurczliwych.

Włókna szybkokurczliwe to te, które rosną jak szalone, kiedy wyciskamy żelazo; włókna wolnokurczliwe są wykorzystywane głównie podczas ćwiczeń aerobowych. Co jest rzeczywiście niesamowite, i jednocześnie problematyczne dla kulturysty, to fakt, że kiedy zwiększa się trening aerobowy, włókna szybkokurczliwe zaczynają przejmować cechy włókien wolnokurczliwych. Po prostu stają się bardziej aerobowe - i mniejsze. Jasne więc, że musisz zachować równowagę, ale nie musisz odrzucać biegania. Biegać czy nie biegać?
Retro jest teraz w modzie - ubrania, wyposażenie wnętrz, nawet samochody. Ale nie bieganie. Ono jakoś nie powróciło do łask. W latach sześćdziesiątych bieganie było najpowszechniejszym rodzajem aktywności wydolnościowej, stosowanej przez kulturystów dla pozbycia się tłuszczu. W latach 90-tych wielu zawodników odstawiło w kąt swoje buty do biegania na rzecz ruchomych bieżni, rowerków stacjonarnych i stepu. Taka zmiana nastąpiła z dwóch powodów - wygody oraz obawy, że bieganie może uszczuplić te ciężko wypracowane mięśnie. Nic dziwnego: przyjrzysz się typowemu biegaczowi i łatwo możesz dojść do wniosku, że ten rodzaj aktywności może zamienić cię w chudą tyczkę. Ale tak się dzieje tylko wtedy, kiedy trenujesz jak biegacz długodystansowy. Bieganie może w rzeczywistości być wykorzystywane zarówno przez rekreacyjnych, jak i zawodowych kulturystów do spalania tłuszczu bez pozbywania się mięśni, pod warunkiem, że będziesz podchodzić do niego tak, jak podchodzisz do ruchomej bieżni, rowerku czy steppera: niewielka ilość pomoże ci utrzymać szczupłą sylwetkę, ale zbyt dużo doprowadzi cię do katabolicznego stanu, w którym twoje mięśnie zaczną się zmniejszać.

Bieganie dla kulturysty
Poważni biegacze biegają po to, aby poprawić swój czas i dystans; kulturyści biegają po to, żeby zredukować tkankę tłuszczową i prezentować szczuplejszą, twardszą sylwetkę. Skupienie się na kulturystycznym celu jest istotne. Jeśli z natury lubisz bardzo współzawodniczyć, może będziesz się musiał ograniczać: chociaż poprawa sprawności i zdrowia jest związana ze zwiększeniem treningu, nie chcesz chyba dojść do punktu, kiedy zaczniesz tracić mięśnie. Zwracaj uwagę na takie zmienne, jak intensywność, częstotliwość i czas trwania.

Jeśli będziesz chciał biegać odpowiednio szybko (intensywność), odpowiednio długo (czas trwania) i odpowiednią liczbę razy (częstotliwość) - musisz wiedzieć, jakie jest niezbędne minimum, aby uruchomić proces spalania tłuszczu oraz jakie jest właściwe maksimum, poza którym musiałbyś zacząć szukać mięśni, które kiedyś miałeś.

Dlaczego zbyt wiele biegania powoduje utratę mięśni? Zajęcia aerobowe na początku wykorzystują głównie zgromadzony w mięśniach i wątrobie glikogen (produkt uboczny metabolizmu węglowodanów), potem, mniej więcej po 20 minutach, tłuszcz staje się podstawowym źródłem energii. Przy zwiększaniu prędkości, odległości lub długości zwiększy się również utrata wagi, ponieważ zaczniesz sięgać również do białek jako źródeł energii. Jednakże inna zmienna jest prawdopodobnie bardziej istotna. Nasze mięśnie są zbudowane głównie z dwóch rodzajów włókien, szybko- i wolnokurczliwych.

Włókna szybkokurczliwe to te, które rosną jak szalone, kiedy wyciskamy żelazo; włókna wolnokurczliwe są wykorzystywane głównie podczas ćwiczeń aerobowych. Co jest rzeczywiście niesamowite, i jednocześnie problematyczne dla kulturysty, to fakt, że kiedy zwiększa się trening aerobowy, włókna szybkokurczliwe zaczynają przejmować cechy włókien wolnokurczliwych. Po prostu stają się bardziej aerobowe - i mniejsze. Jasne więc, że musisz zachować równowagę, ale nie musisz odrzucać biegania. Biegać czy nie biegać?
Retro jest teraz w modzie - ubrania, wyposażenie wnętrz, nawet samochody. Ale nie bieganie. Ono jakoś nie powróciło do łask. W latach sześćdziesiątych bieganie było najpowszechniejszym rodzajem aktywności wydolnościowej, stosowanej przez kulturystów dla pozbycia się tłuszczu. W latach 90-tych wielu zawodników odstawiło w kąt swoje buty do biegania na rzecz ruchomych bieżni, rowerków stacjonarnych i stepu. Taka zmiana nastąpiła z dwóch powodów - wygody oraz obawy, że bieganie może uszczuplić te ciężko wypracowane mięśnie. Nic dziwnego: przyjrzysz się typowemu biegaczowi i łatwo możesz dojść do wniosku, że ten rodzaj aktywności może zamienić cię w chudą tyczkę. Ale tak się dzieje tylko wtedy, kiedy trenujesz jak biegacz długodystansowy. Bieganie może w rzeczywistości być wykorzystywane zarówno przez rekreacyjnych, jak i zawodowych kulturystów do spalania tłuszczu bez pozbywania się mięśni, pod warunkiem, że będziesz podchodzić do niego tak, jak podchodzisz do ruchomej bieżni, rowerku czy steppera: niewielka ilość pomoże ci utrzymać szczupłą sylwetkę, ale zbyt dużo doprowadzi cię do katabolicznego stanu, w którym twoje mięśnie zaczną się zmniejszać.

Bieganie dla kulturysty
Poważni biegacze biegają po to, aby poprawić swój czas i dystans; kulturyści biegają po to, żeby zredukować tkankę tłuszczową i prezentować szczuplejszą, twardszą sylwetkę. Skupienie się na kulturystycznym celu jest istotne. Jeśli z natury lubisz bardzo współzawodniczyć, może będziesz się musiał ograniczać: chociaż poprawa sprawności i zdrowia jest związana ze zwiększeniem treningu, nie chcesz chyba dojść do punktu, kiedy zaczniesz tracić mięśnie. Zwracaj uwagę na takie zmienne, jak intensywność, częstotliwość i czas trwania.

Jeśli będziesz chciał biegać odpowiednio szybko (intensywność), odpowiednio długo (czas trwania) i odpowiednią liczbę razy (częstotliwość) - musisz wiedzieć, jakie jest niezbędne minimum, aby uruchomić proces spalania tłuszczu oraz jakie jest właściwe maksimum, poza którym musiałbyś zacząć szukać mięśni, które kiedyś miałeś.

Dlaczego zbyt wiele biegania powoduje utratę mięśni? Zajęcia aerobowe na początku wykorzystują głównie zgromadzony w mięśniach i wątrobie glikogen (produkt uboczny metabolizmu węglowodanów), potem, mniej więcej po 20 minutach, tłuszcz staje się podstawowym źródłem energii. Przy zwiększaniu prędkości, odległości lub długości zwiększy się również utrata wagi, ponieważ zaczniesz sięgać również do białek jako źródeł energii. Jednakże inna zmienna jest prawdopodobnie bardziej istotna. Nasze mięśnie są zbudowane głównie z dwóch rodzajów włókien, szybko- i wolnokurczliwych.

Włókna szybkokurczliwe to te, które rosną jak szalone, kiedy wyciskamy żelazo; włókna wolnokurczliwe są wykorzystywane głównie podczas ćwiczeń aerobowych. Co jest rzeczywiście niesamowite, i jednocześnie problematyczne dla kulturysty, to fakt, że kiedy zwiększa się trening aerobowy, włókna szybkokurczliwe zaczynają przejmować cechy włókien wolnokurczliwych. Po prostu stają się bardziej aerobowe - i mniejsze. Jasne więc, że musisz zachować równowagę, ale nie musisz odrzucać biegania. Biegać czy nie biegać?
Retro jest teraz w modzie - ubrania, wyposażenie wnętrz, nawet samochody. Ale nie bieganie. Ono jakoś nie powróciło do łask. W latach sześćdziesiątych bieganie było najpowszechniejszym rodzajem aktywności wydolnościowej, stosowanej przez kulturystów dla pozbycia się tłuszczu. W latach 90-tych wielu zawodników odstawiło w kąt swoje buty do biegania na rzecz ruchomych bieżni, rowerków stacjonarnych i stepu. Taka zmiana nastąpiła z dwóch powodów - wygody oraz obawy, że bieganie może uszczuplić te ciężko wypracowane mięśnie. Nic dziwnego: przyjrzysz się typowemu biegaczowi i łatwo możesz dojść do wniosku, że ten rodzaj aktywności może zamienić cię w chudą tyczkę. Ale tak się dzieje tylko wtedy, kiedy trenujesz jak biegacz długodystansowy. Bieganie może w rzeczywistości być wykorzystywane zarówno przez rekreacyjnych, jak i zawodowych kulturystów do spalania tłuszczu bez pozbywania się mięśni, pod warunkiem, że będziesz podchodzić do niego tak, jak podchodzisz do ruchomej bieżni, rowerku czy steppera: niewielka ilość pomoże ci utrzymać szczupłą sylwetkę, ale zbyt dużo doprowadzi cię do katabolicznego stanu, w którym twoje mięśnie zaczną się zmniejszać.

Bieganie dla kulturysty
Poważni biegacze biegają po to, aby poprawić swój czas i dystans; kulturyści biegają po to, żeby zredukować tkankę tłuszczową i prezentować szczuplejszą, twardszą sylwetkę. Skupienie się na kulturystycznym celu jest istotne. Jeśli z natury lubisz bardzo współzawodniczyć, może będziesz się musiał ograniczać: chociaż poprawa sprawności i zdrowia jest związana ze zwiększeniem treningu, nie chcesz chyba dojść do punktu, kiedy zaczniesz tracić mięśnie. Zwracaj uwagę na takie zmienne, jak intensywność, częstotliwość i czas trwania.

Jeśli będziesz chciał biegać odpowiednio szybko (intensywność), odpowiednio długo (czas trwania) i odpowiednią liczbę razy (częstotliwość) - musisz wiedzieć, jakie jest niezbędne minimum, aby uruchomić proces spalania tłuszczu oraz jakie jest właściwe maksimum, poza którym musiałbyś zacząć szukać mięśni, które kiedyś miałeś.

Dlaczego zbyt wiele biegania powoduje utratę mięśni? Zajęcia aerobowe na początku wykorzystują głównie zgromadzony w mięśniach i wątrobie glikogen (produkt uboczny metabolizmu węglowodanów), potem, mniej więcej po 20 minutach, tłuszcz staje się podstawowym źródłem energii. Przy zwiększaniu prędkości, odległości lub długości zwiększy się również utrata wagi, ponieważ zaczniesz sięgać również do białek jako źródeł energii. Jednakże inna zmienna jest prawdopodobnie bardziej istotna. Nasze mięśnie są zbudowane głównie z dwóch rodzajów włókien, szybko- i wolnokurczliwych.

Włókna szybkokurczliwe to te, które rosną jak szalone, kiedy wyciskamy żelazo; włókna wolnokurczliwe są wykorzystywane głównie podczas ćwiczeń aerobowych. Co jest rzeczywiście niesamowite, i jednocześnie problematyczne dla kulturysty, to fakt, że kiedy zwiększa się trening aerobowy, włókna szybkokurczliwe zaczynają przejmować cechy włókien wolnokurczliwych. Po prostu stają się bardziej aerobowe - i mniejsze. Jasne więc, że musisz zachować równowagę, ale nie musisz odrzucać biegania. Biegać czy nie biegać?
Retro jest teraz w modzie - ubrania, wyposażenie wnętrz, nawet samochody. Ale nie bieganie. Ono jakoś nie powróciło do łask. W latach sześćdziesiątych bieganie było najpowszechniejszym rodzajem aktywności wydolnościowej, stosowanej przez kulturystów dla pozbycia się tłuszczu. W latach 90-tych wielu zawodników odstawiło w kąt swoje buty do biegania na rzecz ruchomych bieżni, rowerków stacjonarnych i stepu. Taka zmiana nastąpiła z dwóch powodów - wygody oraz obawy, że bieganie może uszczuplić te ciężko wypracowane mięśnie. Nic dziwnego: przyjrzysz się typowemu biegaczowi i łatwo możesz dojść do wniosku, że ten rodzaj aktywności może zamienić cię w chudą tyczkę. Ale tak się dzieje tylko wtedy, kiedy trenujesz jak biegacz długodystansowy. Bieganie może w rzeczywistości być wykorzystywane zarówno przez rekreacyjnych, jak i zawodowych kulturystów do spalania tłuszczu bez pozbywania się mięśni, pod warunkiem, że będziesz podchodzić do niego tak, jak podchodzisz do ruchomej bieżni, rowerku czy steppera: niewielka ilość pomoże ci utrzymać szczupłą sylwetkę, ale zbyt dużo doprowadzi cię do katabolicznego stanu, w którym twoje mięśnie zaczną się zmniejszać.

Bieganie dla kulturysty
Poważni biegacze biegają po to, aby poprawić swój czas i dystans; kulturyści biegają po to, żeby zredukować tkankę tłuszczową i prezentować szczuplejszą, twardszą sylwetkę. Skupienie się na kulturystycznym celu jest istotne. Jeśli z natury lubisz bardzo współzawodniczyć, może będziesz się musiał ograniczać: chociaż poprawa sprawności i zdrowia jest związana ze zwiększeniem treningu, nie chcesz chyba dojść do punktu, kiedy zaczniesz tracić mięśnie. Zwracaj uwagę na takie zmienne, jak intensywność, częstotliwość i czas trwania.

Jeśli będziesz chciał biegać odpowiednio szybko (intensywność), odpowiednio długo (czas trwania) i odpowiednią liczbę razy (częstotliwość) - musisz wiedzieć, jakie jest niezbędne minimum, aby uruchomić proces spalania tłuszczu oraz jakie jest właściwe maksimum, poza którym musiałbyś zacząć szukać mięśni, które kiedyś miałeś.

Dlaczego zbyt wiele biegania powoduje utratę mięśni? Zajęcia aerobowe na początku wykorzystują głównie zgromadzony w mięśniach i wątrobie glikogen (produkt uboczny metabolizmu węglowodanów), potem, mniej więcej po 20 minutach, tłuszcz staje się podstawowym źródłem energii. Przy zwiększaniu prędkości, odległości lub długości zwiększy się również utrata wagi, ponieważ zaczniesz sięgać również do białek jako źródeł energii. Jednakże inna zmienna jest prawdopodobnie bardziej istotna. Nasze mięśnie są zbudowane głównie z dwóch rodzajów włókien, szybko- i wolnokurczliwych.

Włókna szybkokurczliwe to te, które rosną jak szalone, kiedy wyciskamy żelazo; włókna wolnokurczliwe są wykorzystywane głównie podczas ćwiczeń aerobowych. Co jest rzeczywiście niesamowite, i jednocześnie problematyczne dla kulturysty, to fakt, że kiedy zwiększa się trening aerobowy, włókna szybkokurczliwe zaczynają przejmować cechy włókien wolnokurczliwych. Po prostu stają się bardziej aerobowe - i mniejsze. Jasne więc, że musisz zachować równowagę, ale nie musisz odrzucać biegania. Biegać czy nie biegać?
Retro jest teraz w modzie - ubrania, wyposażenie wnętrz, nawet samochody. Ale nie bieganie. Ono jakoś nie powróciło do łask. W latach sześćdziesiątych bieganie było najpowszechniejszym rodzajem aktywności wydolnościowej, stosowanej przez kulturystów dla pozbycia się tłuszczu. W latach 90-tych wielu zawodników odstawiło w kąt swoje buty do biegania na rzecz ruchomych bieżni, rowerków stacjonarnych i stepu. Taka zmiana nastąpiła z dwóch powodów - wygody oraz obawy, że bieganie może uszczuplić te ciężko wypracowane mięśnie. Nic dziwnego: przyjrzysz się typowemu biegaczowi i łatwo możesz dojść do wniosku, że ten rodzaj aktywności może zamienić cię w chudą tyczkę. Ale tak się dzieje tylko wtedy, kiedy trenujesz jak biegacz długodystansowy. Bieganie może w rzeczywistości być wykorzystywane zarówno przez rekreacyjnych, jak i zawodowych kulturystów do spalania tłuszczu bez pozbywania się mięśni, pod warunkiem, że będziesz podchodzić do niego tak, jak podchodzisz do ruchomej bieżni, rowerku czy steppera: niewielka ilość pomoże ci utrzymać szczupłą sylwetkę, ale zbyt dużo doprowadzi cię do katabolicznego stanu, w którym twoje mięśnie zaczną się zmniejszać.

Bieganie dla kulturysty
Poważni biegacze biegają po to, aby poprawić swój czas i dystans; kulturyści biegają po to, żeby zredukować tkankę tłuszczową i prezentować szczuplejszą, twardszą sylwetkę. Skupienie się na kulturystycznym celu jest istotne. Jeśli z natury lubisz bardzo współzawodniczyć, może będziesz się musiał ograniczać: chociaż poprawa sprawności i zdrowia jest związana ze zwiększeniem treningu, nie chcesz chyba dojść do punktu, kiedy zaczniesz tracić mięśnie. Zwracaj uwagę na takie zmienne, jak intensywność, częstotliwość i czas trwania.

Jeśli będziesz chciał biegać odpowiednio szybko (intensywność), odpowiednio długo (czas trwania) i odpowiednią liczbę razy (częstotliwość) - musisz wiedzieć, jakie jest niezbędne minimum, aby uruchomić proces spalania tłuszczu oraz jakie jest właściwe maksimum, poza którym musiałbyś zacząć szukać mięśni, które kiedyś miałeś.

Dlaczego zbyt wiele biegania powoduje utratę mięśni? Zajęcia aerobowe na początku wykorzystują głównie zgromadzony w mięśniach i wątrobie glikogen (produkt uboczny metabolizmu węglowodanów), potem, mniej więcej po 20 minutach, tłuszcz staje się podstawowym źródłem energii. Przy zwiększaniu prędkości, odległości lub długości zwiększy się również utrata wagi, ponieważ zaczniesz sięgać również do białek jako źródeł energii. Jednakże inna zmienna jest prawdopodobnie bardziej istotna. Nasze mięśnie są zbudowane głównie z dwóch rodzajów włókien, szybko- i wolnokurczliwych.

Włókna szybkokurczliwe to te, które rosną jak szalone, kiedy wyciskamy żelazo; włókna wolnokurczliwe są wykorzystywane głównie podczas ćwiczeń aerobowych. Co jest rzeczywiście niesamowite, i jednocześnie problematyczne dla kulturysty, to fakt, że kiedy zwiększa się trening aerobowy, włókna szybkokurczliwe zaczynają przejmować cechy włókien wolnokurczliwych. Po prostu stają się bardziej aerobowe - i mniejsze. Jasne więc, że musisz zachować równowagę, ale nie musisz odrzucać biegania. Biegać czy nie biegać?
Retro jest teraz w modzie - ubrania, wyposażenie wnętrz, nawet samochody. Ale nie bieganie. Ono jakoś nie powróciło do łask. W latach sześćdziesiątych bieganie było najpowszechniejszym rodzajem aktywności wydolnościowej, stosowanej przez kulturystów dla pozbycia się tłuszczu. W latach 90-tych wielu zawodników odstawiło w kąt swoje buty do biegania na rzecz ruchomych bieżni, rowerków stacjonarnych i stepu. Taka zmiana nastąpiła z dwóch powodów - wygody oraz obawy, że bieganie może uszczuplić te ciężko wypracowane mięśnie. Nic dziwnego: przyjrzysz się typowemu biegaczowi i łatwo możesz dojść do wniosku, że ten rodzaj aktywności może zamienić cię w chudą tyczkę. Ale tak się dzieje tylko wtedy, kiedy trenujesz jak biegacz długodystansowy. Bieganie może w rzeczywistości być wykorzystywane zarówno przez rekreacyjnych, jak i zawodowych kulturystów do spalania tłuszczu bez pozbywania się mięśni, pod warunkiem, że będziesz podchodzić do niego tak, jak podchodzisz do ruchomej bieżni, rowerku czy steppera: niewielka ilość pomoże ci utrzymać szczupłą sylwetkę, ale zbyt dużo doprowadzi cię do katabolicznego stanu, w którym twoje mięśnie zaczną się zmniejszać.

Bieganie dla kulturysty
Poważni biegacze biegają po to, aby poprawić swój czas i dystans; kulturyści biegają po to, żeby zredukować tkankę tłuszczową i prezentować szczuplejszą, twardszą sylwetkę. Skupienie się na kulturystycznym celu jest istotne. Jeśli z natury lubisz bardzo współzawodniczyć, może będziesz się musiał ograniczać: chociaż poprawa sprawności i zdrowia jest związana ze zwiększeniem treningu, nie chcesz chyba dojść do punktu, kiedy zaczniesz tracić mięśnie. Zwracaj uwagę na takie zmienne, jak intensywność, częstotliwość i czas trwania.

Jeśli będziesz chciał biegać odpowiednio szybko (intensywność), odpowiednio długo (czas trwania) i odpowiednią liczbę razy (częstotliwość) - musisz wiedzieć, jakie jest niezbędne minimum, aby uruchomić proces spalania tłuszczu oraz jakie jest właściwe maksimum, poza którym musiałbyś zacząć szukać mięśni, które kiedyś miałeś.

Dlaczego zbyt wiele biegania powoduje utratę mięśni? Zajęcia aerobowe na początku wykorzystują głównie zgromadzony w mięśniach i wątrobie glikogen (produkt uboczny metabolizmu węglowodanów), potem, mniej więcej po 20 minutach, tłuszcz staje się podstawowym źródłem energii. Przy zwiększaniu prędkości, odległości lub długości zwiększy się również utrata wagi, ponieważ zaczniesz sięgać również do białek jako źródeł energii. Jednakże inna zmienna jest prawdopodobnie bardziej istotna. Nasze mięśnie są zbudowane głównie z dwóch rodzajów włókien, szybko- i wolnokurczliwych.

Włókna szybkokurczliwe to te, które rosną jak szalone, kiedy wyciskamy żelazo; włókna wolnokurczliwe są wykorzystywane głównie podczas ćwiczeń aerobowych. Co jest rzeczywiście niesamowite, i jednocześnie problematyczne dla kulturysty, to fakt, że kiedy zwiększa się trening aerobowy, włókna szybkokurczliwe zaczynają przejmować cechy włókien wolnokurczliwych. Po prostu stają się bardziej aerobowe - i mniejsze. Jasne więc, że musisz zachować równowagę, ale nie musisz odrzucać biegania. Biegać czy nie biegać?
Retro jest teraz w modzie - ubrania, wyposażenie wnętrz, nawet samochody. Ale nie bieganie. Ono jakoś nie powróciło do łask. W latach sześćdziesiątych bieganie było najpowszechniejszym rodzajem aktywności wydolnościowej, stosowanej przez kulturystów dla pozbycia się tłuszczu. W latach 90-tych wielu zawodników odstawiło w kąt swoje buty do biegania na rzecz ruchomych bieżni, rowerków stacjonarnych i stepu. Taka zmiana nastąpiła z dwóch powodów - wygody oraz obawy, że bieganie może uszczuplić te ciężko wypracowane mięśnie. Nic dziwnego: przyjrzysz się typowemu biegaczowi i łatwo możesz dojść do wniosku, że ten rodzaj aktywności może zamienić cię w chudą tyczkę. Ale tak się dzieje tylko wtedy, kiedy trenujesz jak biegacz długodystansowy. Bieganie może w rzeczywistości być wykorzystywane zarówno przez rekreacyjnych, jak i zawodowych kulturystów do spalania tłuszczu bez pozbywania się mięśni, pod warunkiem, że będziesz podchodzić do niego tak, jak podchodzisz do ruchomej bieżni, rowerku czy steppera: niewielka ilość pomoże ci utrzymać szczupłą sylwetkę, ale zbyt dużo doprowadzi cię do katabolicznego stanu, w którym twoje mięśnie zaczną się zmniejszać.

Bieganie dla kulturysty
Poważni biegacze biegają po to, aby poprawić swój czas i dystans; kulturyści biegają po to, żeby zredukować tkankę tłuszczową i prezentować szczuplejszą, twardszą sylwetkę. Skupienie się na kulturystycznym celu jest istotne. Jeśli z natury lubisz bardzo współzawodniczyć, może będziesz się musiał ograniczać: chociaż poprawa sprawności i zdrowia jest związana ze zwiększeniem treningu, nie chcesz chyba dojść do punktu, kiedy zaczniesz tracić mięśnie. Zwracaj uwagę na takie zmienne, jak intensywność, częstotliwość i czas trwania.

Jeśli będziesz chciał biegać odpowiednio szybko (intensywność), odpowiednio długo (czas trwania) i odpowiednią liczbę razy (częstotliwość) - musisz wiedzieć, jakie jest niezbędne minimum, aby uruchomić proces spalania tłuszczu oraz jakie jest właściwe maksimum, poza którym musiałbyś zacząć szukać mięśni, które kiedyś miałeś.

Dlaczego zbyt wiele biegania powoduje utratę mięśni? Zajęcia aerobowe na początku wykorzystują głównie zgromadzony w mięśniach i wątrobie glikogen (produkt uboczny metabolizmu węglowodanów), potem, mniej więcej po 20 minutach, tłuszcz staje się podstawowym źródłem energii. Przy zwiększaniu prędkości, odległości lub długości zwiększy się również utrata wagi, ponieważ zaczniesz sięgać również do białek jako źródeł energii. Jednakże inna zmienna jest prawdopodobnie bardziej istotna. Nasze mięśnie są zbudowane głównie z dwóch rodzajów włókien, szybko- i wolnokurczliwych.

Włókna szybkokurczliwe to te, które rosną jak szalone, kiedy wyciskamy żelazo; włókna wolnokurczliwe są wykorzystywane głównie podczas ćwiczeń aerobowych. Co jest rzeczywiście niesamowite, i jednocześnie problematyczne dla kulturysty, to fakt, że kiedy zwiększa się trening aerobowy, włókna szybkokurczliwe zaczynają przejmować cechy włókien wolnokurczliwych. Po prostu stają się bardziej aerobowe - i mniejsze. Jasne więc, że musisz zachować równowagę, ale nie musisz odrzucać biegania.

66544HH _@_ o2 _kropka_ pl / 01.10.2014 22:11:48 / 79.184.190.---
Hrabia wracał do siebie, lecz konia wstrzymywał,

Głową coraz w tył kręcił, w ogród się wpatrywał;

I raz mu się zdawało, że znowu z okienka

Błysnęła tajemnicza bieluchna sukienka

I coś lekkiego znowu upadło z wysoka,

I przeleciawszy cały ogród w mgnieniu oka,

Pomiędzy zielonymi świeciło ogórki:

Jako promień słoneczny, wykradłszy się z chmurki,

Kiedy śród roli padnie na krzemienia skibę

Lub śród zielonej łąki w drobną wody szybę.



Hrabia zsiadł z konia, sługi odprawił do domu,

A sam ku ogrodowi ruszył po kryjomu;

Dobiegł wkrótce parkanu, znalazł w nim otwory

I wcisnął się po cichu jak wilk do obory;

Nieszczęściem, trącił krzaki suchego agrestu.

Ogrodniczka, jak gdyby zlękła się szelestu,

Oglądała się wkoło, lecz nic nie spostrzegła;

Przecież ku drugiej stronie ogrodu pobiegła.

A Hrabia bokiem, między wielkie końskie szczawie,

Między liście łopuchu, na rękach, po trawie,

Skacząc jak żaba, cicho, przyczołgał się blisko,

Wytknął głowę - i ujrzał cudne widowisko.



W tej części sadu rosły tu i ówdzie wiśnie,

Śród nich zboże, w gatunkach zmieszanych umyślnie:

Pszenica, kukuruza, bob, jęczmień wąsaty,

Proso, groszek, a nawet krzewiny i kwiaty.

Domowemu to ptastwu taki ochmistrzyni

Wymyśliła ogródek: sławna gospodyni.

Zwała się Kokosznicka, z domu Jendykowi-

czówna; jej wynalazek epokę stanowi

W domowym gospodarstwie; dziś powszechnie znany,

Lecz w owych czasach jeszcze za nowość podany,

Przyjęty pod sekretem od niewielu osób,

Nim go wydał kalendarz, pod tytułem: Sposób

Na jastrzębie i kanie, albo nowy środek

Wychowywania drobiu - był to ów ogrodek.



Jakoż zaledwie kogut, co odprawia warty,

Stanie i nieruchomie dzierżąc dziob zadarty,

I głowę grzebieniastą pochyliwszy bokiem,

Aby tym łacniej w niebo mógł celować okiem,

Dostrzeże wiszącego jastrzębia śród chmury,

Krzyknie - zaraz w ten ogród chowają się kury,

Nawet gęsi i pawie, i w nagłym przestrachu

Gołębie, gdy nie mogą schronić się na dachu.



Teraz w niebie żadnego nie widziano wroga,

Tylko skwarzyła słońca letniego pożoga,

Od niej ptaki w zbożowym ukryły się lasku;

Tamte leżą w murawie, te kąpią się w piasku.



Śród ptaszych głów sterczały główki ludzkie małe,

Odkryte; włosy na nich krótkie, jak len białe;

Szyje nagie do ramion; a pomiędzy niemi

Dziewczyna głową wyższa, z włosami dłuższemi;

Tuż za dziećmi paw siedział i piór swych obręcze

Szeroko rozprzestrzenił w różnofarbną tęczę,

Na której główki białe, jak na tle obrazku,

Rzucone w ciemny błękit, nabierały blasku,

Obrysowane wkoło kręgiem pawich oczu

Jak wiankiem gwiazd, świeciły w zbożu jak w przezroczu,

Pomiędzy kukuruzy złocistymi laski

I angielską trawicą posrebrzaną w paski,

I szczyrem koralowym, i zielonym ślazem,

Których kształty i barwy mieszały się razem

Niby krata ze srebra i złota pleciona,

A powiewna od wiatru jak lekka zasłona.



Nad gęstwą różnofarbnych kłosów i badylów

Wisiała jak baldakim jasna mgła motylów

Zwanych babkami, których poczwórne skrzydełka,

Lekkie jak pajęczyna, przejrzyste jak szkiełka,

Gdy w powietrzu zawisną, zaledwo widome,

I chociaż brzęczą, myślisz, że są nieruchome.



Dziewczyna powiewała podniesioną w ręku

Szarą kitką, podobną do piór strusich pęku;

Nią zdała się oganiać główki niemowlęce

Od złotego motylów deszczu. W drugiej ręce

Coś u niej rogatego, złocistego świeci,

Zdaje się, że naczynie do karmienia dzieci,

Bo je zbliżała dzieciom do ust po kolei,

Miało zaś kształt złotego rogu Amaltei.



Tak zatrudniona, przecież obracała głowę

Na pamiętne szelestem krzaki agrestowe,

Nie wiedząc, że napastnik już z przeciwnej strony

Zbliżył się, czołgając się jak wąż przez zagony;

Aż wyskoczył z łopucha. Spójrzała - stał blisko,

O cztery grzędy od niej, i kłaniał się nisko.

Już głowę odwróciła i wzniosła ramiona,

I zrywała się lecieć jak kraska spłoszona,

I już lekkie jej stopy wionęły nad liściem,

Kiedy dzieci, przelękłe podróżnego wniściem

I ucieczką dziewczyny, wrzasnęły okropnie;

Posłyszała, uczuła, że jest nieroztropnie

Dziatwę małą, przelękłą i samą porzucić:

Wracała wstrzymując się, lecz musiała wrócić,

Jak niechętny duch, wróżka przyzwany zaklęciem;

Przybiegła z najkrzykliwszym bawić się dziecięciem,

Siadła przy niem na ziemi, wzięła je na łono,

Drugie głaskała ręką i mową pieszczoną;

Aż się uspokoiły, objąwszy w rączęta

Jej kolana i tuląc główki jak pisklęta

Pod skrzydło matki. Ona rzekła: "Czy to pięknie

Tak krzyczeć? czy to grzecznie? Ten pan was się zlęknie.

Ten pan nie przyszedł straszyć; to nie dziad szkaradny.

To gość, dobry pan, patrzcie tylko, jaki ładny".



Sama spójrzała: Hrabia uśmiechnął się mile

I widocznie był wdzięczen jej za pochwał tyle;

Postrzegła się, umilkła, oczy opuściła

I jako róży pączek cała się spłoniła.



W istocie był to piękny pan: słusznej urody,

Twarz miał pociągłą, blade, lecz świeże jagody,

Oczy modre, łagodne, włos długi, białawy;

Na włosach listki ziela i kosmyki trawy,

Które Hrabia oberwał pełznąc przez zagony,

Zieleniły się jako wieniec rozpleciony.



"O ty! - rzekł - jakimkolwiek uczczę cię imieniem,

Bóstwem jesteś czy nimfą, duchem czy widzeniem!

Mów! własna-li cię wola na ziemię sprowadza,

Obca-li więzi ciebie na padole władza?

Ach, domyślam się - pewnie wzgardzony miłośnik,

Jaki pan możny albo opiekun zazdrośnik

W tym cię parku zamkowym jak zaklętą strzeże!

Godna, by o cię bronią walczyli rycerze,

Byś została romansów heroiną smutnych!

Odkryj mi, Piękna, tajnie twych losów okrutnych!

Znajdziesz wybawiciela - odtąd twem skinieniem,

Jak rządzisz sercem mojem, tak rządź mym ramieniem".

Wyciągnął ramię.

Ona z rumieńcem dziewiczym,

Ale z rozweselonym słuchała obliczem.

Jak dziecię lubi widzieć obrazki jaskrawe

I w liczmanach błyszczących znajduje zabawę,

Nim rozezna ich wartość, tak się słuch jej pieści

Z dźwięcznemi słowy, których nie pojęła treści.

Na koniec zapytała: "Skąd tu Pan przychodzi?

I czego tu po grzędach szuka Pan Dobrodzi�j?"



Hrabia oczy roztworzył, zmieszany, zdziwiony,

Milczał, wreszcie, zniżając swej rozmowy tony:

"Przepraszam - rzekł - Panienko! Widzę, żem pomieszał

Zabawy! Ach, przepraszam, jam właśnie pośpieszał

Na śniadanie; już późno, chciałem na czas zdążyć;

Panienka wie, że drogą trzeba wkoło krążyć,

Przez ogród, zdaje mi się, jest do dworu prości�j".



Dziewczyna rzekła: "Tędy droga Jegomości;

Tylko grząd psuć nie trzeba; tam między murawą

Ścieżka". - "W lewo - zapytał Hrabia - czy na prawo?"

Ogrodniczka, podniosłszy błękitne oczęta,

Zdawała się go badać, ciekawością zdjęta:

Bo dom o tysiąc kroków widny jak na dłoni,

A Hrabia drogi pyta? Ale Hrabia do ni�j

Chciał koniecznie coś mówić i szukał powodu

Rozmowy.

"Panna mieszka tu? blisko ogrodu?

Czy na wsi? Jak to było, żem Panny we dworze

Nie widział? Czy niedawno tu? przyjezdna może?"

Dziewczę wstrząsnęło głową. - "Przepraszam, Panienko,

Czy nie tam pokoj Panny, gdzie owe okienko?"



Myślił zaś w duchu: Jeśli nie jest heroiną

Romansów, jest młodziuchną, prześliczną dziewczyną.

Zbyt często wielka dusza, myśl wielka ukryta

W samotności, jak róża śród lasów rozkwita;

Dosyć ją wynieść na świat, postawić przed słońcem,

Aby widzów zdziwiła jasnych barw tysiącem!



Ogrodniczka tymczasem powstała w milczeniu,

Podniosła jedno dziecię źwisłe na ramieniu,

Drugie wzięła za rękę, a kilkoro przodem

Zaganiając jak gąski, szła dalej ogrodem.



Odwróciwszy się rzekła: "Czy też Pan nie może

Rozbiegłe moje ptastwo wpędzić nazad w zboże?"

"Ja ptastwo pędzać?" - krzyknął Hrabia z zadziwieniem.

Ona tymczasem znikła, zakryta drzew cieniem.

Chwilę jeszcze z szpaleru przez majowe zwoje

Przeświecało coś na wskróś, jakby oczu dwoje.



Samotny Hrabia długo jeszcze stał w ogrodzie;

Dusza jego, jak ziemia po słońca zachodzie,

Ostygała powoli, barwy brała ciemne;

Zaczął marzyć, lecz sny miał bardzo nieprzyjemne.

Zbudził się, sam nie wiedząc, na kogo się gniewał;

Niestety, mało znalazł! nadto się spodziewał!

Bo gdy zagonem pełznął ku owej pasterce,

Paliło mu się w głowie, skakało w nim serce;

Tyle wdzięków w tajemnej nimfie upatrywał,

W tyle ją cudów ubrał, tyle odgadywał!

Wszystko znalazł inaczej. Prawda, że twarz ładną,

Kibić miała wysmukłą, ale jak nieskładną!

A owa pulchność liców i rumieńca żywość,

Malująca zbyteczną, prostacką szczęśliwość!

Znak, że myśl jeszcze drzemie, że serce nieczynne.

I owe odpowiedzi, tak wiejskie, tak gminne!

"Po cóż się łudzić? - krzyknął - zgaduję po czasie!

Moja nimfa tajemna pono gęsi pasie!"



Z nimfy zniknieniem całe czarowne przezrocze

Zmieniło się: te wstęgi, te kraty urocze,

Złote, srebrne, niestety! więc to była słoma?



Hrabia z załamanemi poglądał rękoma

Na snopek uwiązanej trawami mietlicy,

Którą brał za pęk strusich piór w ręku dziewicy.

Nie zapomniał naczynia: złocista konewka,

Ów różek Amaltei, była to marchewka!

Widział ją w ustach dziecka pożeraną chciwie:

Więc było po uroku! po czarach! po dziwie!



Tak chłopiec, kiedy ujrzy cykoryi kwiaty,

Wabiące dłoń miękkiemi, lekkiemi bławaty,

Chce je pieścić, zbliża się, dmuchnie, i z podmuchem

Cały kwiat na powietrzu rozleci się puchem,

A w ręku widzi tylko badacz zbyt ciekawy

Nagą łodygę szarozielonawej trawy.



Hrabia wcisnął na oczy kapelusz i wracał

Tamtędy, kędy przyszedł, ale drogę skracał,

Stąpając po jarzynach, kwiatach i agreście,

Aż przeskoczywszy parkan, odetchnął nareście!

Przypomniał, że dziewczynie mówił o śniadaniu;

Może już wszyscy wiedzą o jego spotkaniu;

W ogrodzie, blisko domu? może szukać wyślą?

Postrzegli, że uciekał? Kto wie, co pomyślą?

Więc wypadało wrócić.

Chyląc się u płotów,

Około miedz i zielska, po tysiącach zwrotów

Rad był przecież, że wyszedł w końcu na gościniec,

Który prosto prowadził na dworski dziedziniec.

Szedł przy płocie, a głowę odwracał od sadu,

Jak złodziej od śpichlerza, aby nie dać śladu,

Że go myśli nawiedzić albo już nawiedził.

Tak Hrabia był ostróżny, choć go nikt nie śledził;

Patrzył w stronę przeciwną ogrodu, na prawo.



Był gaj z rzadka zarosły, wysłany murawą;

Po jej kobiercach, na wskroś białych pniów brzozowych,

Pod namiotem obwisłych gałęzi majowych,

Snuło się mnóstwo kształtów, których dziwne ruchy,

Niby tańce, i dziwny ubior: istne duchy

Błądzące po księżycu. Tamci w czarnych, ciasnych,

Ci w długich, rozpuszczonych szatach, jak śnieg jasnych;

Tamten pod kapeluszem jak obręcz szerokim,

Ten z gołą głową; inni, jak gdyby obłokiem

Obwiani, idąc, na wiatr puszczają zasłony,

Ciągnące się za głową jak komet ogony.

Każdy w innej postawie: ten przyrósł do ziemi,

Tylko oczyma kręci na dół spuszczonemi;

Ów patrząc wprost przed siebie, niby senny kroczy

Jak po linie, ni w prawo, ni w lewo nie zboczy;

Wszyscy zaś ciągle w różne schylają się strony

Aż do ziemi, jak gdyby wybijać pokłony.

Jeżeli się przybliżą albo się spotkają,

Ani mówią do siebie, ani się witają,

Głęboko zadumani, w sobie pogrążeni.

Hrabia widział w nich obraz elizejskich cieni,

Które chociaż boleściom, troskom niedostępne,

Błąkają się spokojne, ciche, lecz posępne.



Któż by zgadnął, że owi, tak mało ruchomi,

Owi milczący ludzie - są nasi znajomi?

Sędziowscy towarzysze! z hucznego śniadania

Wyszli na uroczysty obrzęd grzybobrania.

Jako ludzie rozsądni, umieją miarkować

Mowy i ruchy swoje, aby je stosować

W każdej okoliczności do miejsca i czasu.

Dlatego, nim ruszyli za Sędzią do lasu,

Wzięli postawy tudzież ubiory odmienne:

Służące do przechadzki opończe płócienne,

Którymi osłaniają po wierzchu kontusze,

A na głowy słomiane wdziali kapelusze,

Stąd biali wyglądają jak czyscowe dusze.

Młodzież także przebrana, oprocz Telimeny

I kilku po francusku chodzących.



Tej sceny

Hrabia nie pojął, nie znał wiejskiego zwyczaju,

Więc zdziwiony nieźmiernie biegł pędem do gaju.



Grzybów było w bród: chłopcy biorą krasnolice,

Tyle w pieśniach litewskich sławione l i s i c e,

Co są godłem panieństwa, bo czerw ich nie zjada,

I dziwna; żaden owad na nich nie usiada.

Panienki za wysmukłym gonią b o r o w i k i e m,

Którego pieśń nazywa grzybów półkownikiem.

Wszyscy dybią na r y d z a; ten wzrostem skromniejszy

I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy,

Czy świeży, czy solony, czy jesiennej pory,

Czy zimą. Ale Wojski zbierał m u c h o m o r y.



Inne pospólstwo grzybów pogardzone w braku

Dla szkodliwości albo niedobrego smaku,

Lecz nie są bez użytku: one zwierza pasą

I gniazdem są owadów, i gajów okrasą.

Na zielonym obrusie łąk jako szeregi

Naczyń stołowych sterczą: tu z krągłymi brzegi

S u r o j a d k i srebrzyste, żółte i czerwone,

Niby czareczki rożnem winem napełnione;

K o ź l a k, jak przewrocone kubka dno wypukłe,

L e j k i, jako szampańskie kieliszki wysmukłe,

B i e 1 a k i krągłe, białe, szerokie i płaskie,

Jakby mlekiem nalane filiżanki saskie,

I kulista, czarniawym pyłkiem napełniona

P u r c h a w k a, jak pieprzniczka - zaś innych imiona

Znane tylko w zajęczym lub wilczym języku,

Od ludzi nie ochrzczone; a jest ich bez liku.

Ni wilczych, ni zajęczych nikt dotknąć nie raczy,

A kto schyla się ku nim, gdy błąd swój obaczy,

Zagniewany, grzyb złamie albo nogą kopnie;

Tak szpecąc trawę, czyni bardzo nieroztropnie.



Telimena ni wilczych, ni ludzkich nie zbiera.

Roztargniona, znudzona, dokoła spoziera

Z głową w górę zadartą. Więc pan Rejent w gniewie

Mówił o niej, że grzybów szukała na drzewie;

Asesor ją złośliwiej równał do samicy,

Która miejsca na gniazdo szuka w okolicy.



Jakoż zdała się szukać samotności, ciszy,

Oddalała się z wolna od swych towarzyszy

I szła lasem na wzgórek pochyło wyniosły,

Ocieniony, bo drzewa gęściej na nim rosły.

W środku szarzał się kamień; strumień spod kamienia

Szumiał, tryskał i zaraz, jakby szukał cienia,

Chował się między gęste i wysokie zioła,

Które wodą pojone bujały dokoła;

Tam ów bystry swawolnik, spowijany w trawy

I liściem podesłany, bez ruchu, bez wrzawy,

Niewidzialny i ledwie dosłyszany szepce,

Jako dziecię krzykliwe złożone w kolebce,

Gdy matka nad nim zwiąże firanki majowe

I liścia makowego nasypie pod głowę.

Miejsce piękne i ciche; tu się często schrania

Telimena, zowiąc je Ś w i ą t y n i ą d u m a n i a.



Stanąwszy nad strumieniem, rzuciła na trawnik

Z ramion swój szal powiewny, czerwony jak krwawnik,

I podobna pływaczce, która do kąpieli

Zimnej schyla się, nim się zanurzyć ośmieli,

Klęknęła i powoli chyliła się bokiem;

Wreszcie, jakby porwana koralu potokiem,

Upadła nań i cała wzdłuż się rozpostarła,

Łokcie na trawie, skronie na dłoniach oparła,

Z głową w dół skłonioną; na dole, u głowy,

Błysnął francuskiej książki papier welinowy;

Nad alabastrowymi stronicami księgi

Wiły się czarne pukle i różowe wstęgi.



W szmaragdzie bujnych traw, na krwawnikowym szalu,

W sukni długiej, jak gdyby w powłoce koralu,

Od której odbijał się włos z jednego końca,

Z drugiego czarny trzewik, po bokach błyszcząca

Śnieżną pończoszką, chustką, białością rąk, lica,

Wydawała się z dala jak pstra gąsienica,

Gdy wpełźnie na zielony liść klonu.



Niestety!

Wszystkie tego obrazu wdzięki i zalety

Darmo czekały znawców; nikt nie zważał na nie,

Tak mocno zajmowało wszystkich grzybobranie.

Tadeusz przecież zważał i w bok strzelał okiem,

I nie śmiejąc iść prosto, przysuwał się bokiem.

Jak strzelec, gdy w ruchomej gałęzistej szopie

Usiadłszy na dwóch kołach podjeżdża na dropie,

Albo na siewki idąc, przy koniu się kryje,

Strzelbę złoży na siodle lub pod końską szyję,

Niby to bronę włóczy, niby jedzie miedzą,

A coraz się przybliża, kędy ptaki siedzą:

Tak skradał się Tadeusz.

Sędzia czaty zmieszał

I przeciąwszy mu drogę, do źródła pośpieszał.

Z wiatrem igrały białe poły szarafana

I wielka chustka w pasie końcem uwiązana;

Słomiany, podwiązany kapelusz od ruchu

Nagłego chwiał się z wiatrem jako liść łopuchu,

Spadając to na barki, to znowu na oczy;

W ręku ogromna laska: tak pan Sędzia kroczy.

Schyliwszy się i ręce obmywszy w strumieniu,

Usiadł przed Telimeną na wielkim kamieniu

I wsparłszy się oburącz na gałkę słoniową

Trzciny ogromnej, z taką ozwał się przemową:



"Widzi Aśćka, od czasu jak tu u nas gości

Tadeuszek, niemało mam niespokojności;

Jestem bezdzietny, stary; ten dobry chłopczyna

Wszak to moja na świecie pociecha jedyna,

Przyszły dziedzic fortunki mojej. Z łaski nieba

Zostawię mu kęs niezły szlacheckiego chleba;

Już mu też czas obmyśleć los, postanowienie;

Ale zważaj no Aśćka moje utrapienie!

Wiesz, że pan Jacek, brat mój, Tadeusza ociec,

Dziwny człowiek, zamiarów jego trudno dociec:

Nie chce wracać do kraju, Bóg wie gdzie się kryje,

Nawet nie chce synowi oznajmić, że żyje,

A ciągle nim zarządza. Naprzód w legijony

Chciał go posyłać; byłem okropnie zmartwiony.

Potem zgodził się przecie, by w domu pozostał

I żeby się ożenił. Jużbyć żony dostał;

Partyję upatrzyłem; nikt z obywateli

Nie wyrówna z imienia ani z parenteli

Podkomorzemu; jego starsza córka Anna

Jest na wydaniu, piękna i posażna panna.

Chciałem zagaić".

Na to Telimena zbladła,

Złożyła książkę, wstała nieco i usiadła.



"Jak mamę kocham - rzekła - czy to, Panie Bracie,

Jest w tym sens jaki? Czy wy Boga w sercu macie?

To myślisz Tadeusza zostać dobrodziejem,

Jeśli młodego chłopca zrobisz grykosiejem!

Świat mu zawiążesz! Wierz mi, kląć was kiedyś będzie!

Zakopać taki talent w lasach i na grzędzie!

Wierz mi, ile poznałam, pojętne to dziecię,

Warto, żeby na wielkim przetarło się świecie;

Dobrze Brat zrobi, gdy go do stolicy wyśle;

Na przykład do Warszawy? lub wie Brat, co myślę,

Żeby do Peterburka? Ja pewnie tej zimy

Pojadę tam dla sprawy; razem ułożymy,

Co zrobić z Tadeuszem; znam tam wiele osób,

Mam wpływy: to najlepszy kreacyi sposób.

Za mą pomocą znajdzie wstęp w najpierwsze domy,

A kiedy będzie ważnym osobom znajomy,

Dostanie urząd, order; wtenczas niech porzuci

Służbę, jeżeli zechce, niech do domu wróci,

Mając już i znaczenie, i znajomość świata.

I cóż Brat myśli o tem?"

"Jużci, w młode lata -

Rzekł Sędzia - nieźle chłopcu trochę się przewietrzyć,

Obejrzeć się na świecie, między ludźmi przetrzeć.

Ja za młodu niemało świata objechałem:

Byłem w Piotrkowie, w Dubnie, to za trybunałem

Jadąc jako palestrant, to własne swe sprawy

Forytując, jeździłem nawet do Warszawy.

Człek niemało skorzystał! Chciałbym i synowca

Wysłać pomiędzy ludzie, prosto jak wędrowca,

Jak czeladnika, który terminuje lata,

Ażeby nabył trochę znajomości świata.

Nie dla rang ni orderów! Proszę uniżenie,

Ranga moskiewska, order, cóż to za znaczenie?

Któryż to z dawnych panów, ba, nawet dzisiejszych,

Między szlachtą w powiecie nieco zamożniejszych,

Dba o podobne fraszki? Przecież są w estymie

U ludzi, bo szanujem w nich ród, dobre imię

Albo urząd, lecz ziemski, przyznany wyborem

Obywatelskim, nie zaś czyimś tam faworem".



Telimena przerwała: "Jeśli Brat tak myśli,

Tem lepiej, więc go jako wojażera wyślij".

"Widzi Siostra - rzekł Sędzia, skrobiąc smutnie głowę -

Chciałbym bardzo, cóż, kiedy mam trudności nowe!

Pan Jacek nie wypuszcza z opieki swej syna

I przysłał mi tu właśnie na kark bernardyna

Robaka, który przybył z tamtej strony Wisły;

Przyjaciel brata, wszystkie wie jego zamysły;

A więc o Tadeusza już wyrzekli losie

I chcą, by się ożenił, aby pojął Zosię,

Wychowankę Wać Pani; oboje dostaną,

Oprocz fortunki mojej, z łaski Jacka wiano

W kapitałach; wiesz Aśćka, że ma kapitały,

I z łaski jego mam też fundusz prawie cały,

Ma więc prawo rozrządzać. - Aśćka pomyśl o tem,

Żeby się to zrobiło z najmniejszym kłopotem.

Trzeba ich z sobą poznać. Prawda, bardzo młodzi,

Szczególnie Zosia mała, lecz to nic nie szkodzi;

Czas by już Zośkę wreszcie wydobyć z zamknięcia,

Bo wszakci to już pono wyrasta z dziecięcia".



Telimena, zdziwiona i prawie wylękła,

Podnosiła się coraz, na szalu uklękła;

Zrazu słuchała pilnie, potem dłoni ruchem

Przeczyła, ręką żwawo wstrząsając nad uchem,

Odpędzając jak owad nieprzyjemne słowa

Na powrót w usta mówcy.

"A! a! to rzecz nowa!

Czy to Tadeuszowi szkodzi, czy nie szkodzi -

Rzekła z gniewem - sądź o tem sam Wać Pan Dobrodzi�j!

Mnie nic do Tadeusza; sami o nim radźcie,

Zróbcie go ekonomem lub w karczmie posadźcie,

Niech szynkuje lub z lasu niech źwierzynę znosi;

Z nim sobie, co zechcecie, zróbcie; lecz do Zosi?

Co Wać Państwu do Zosi? Ja jej ręką rządzę,

Ja sama! Że pan Jacek dawał był pieniądze

Na wychowanie Zosi i że jej wyznaczył

Małą pensyjkę roczną, więcej przyrzec raczył,

Toć jej jeszcze nie kupił. Zresztą Państwo wiecie,

I dotąd jeszcze o tem wiadomo na świecie,

Że hojność Państwa dla nas nie jest bez powodu...

Winni coś Soplicowie dla Horeszków rodu".



(Tej części mowy Sędzia słuchał z niepojętem

Pomieszaniem, żałością i widocznym wstrętem;

Jakby lękał się reszty mowy, głowę skłonił

I ręką potakując, mocno się zapłonił).



Telimena kończyła: "Byłam jej piastunką,

Jestem krewną, jedyną Zosi opiekunką.

Nikt oprócz mnie nie będzie myślił o jej szczęściu".

"A jeśli ona szczęście znajdzie w tym zamęściu? -

Rzekł Sędzia wzrok podnosząc. - Jeśli Tadeuszka

Podoba?" - "Czy podoba? To na wierzbie gruszka;

Podoba, nie podoba, a to mi rzecz ważna!

Zosia nie będzie, prawda, partyja posażna;

Ale też nie jest z lada wsi, lada szlachcianka,

Idzie z Jaśnie Wielmożnych, jest Wojewodzianka,

Rodzi się z Horeszkówny; małżonka dostanie!

Staraliśmy się tyle o jej wychowanie!

Chybaby tu zdziczała".

Sędzia pilnie słuchał,

Patrząc w oczy; zdało się, że się udobruchał,

Bo rzekł dosyć wesoło: "No, to i cóż robić!

Bóg widzi, szczerze chciałem interesu dobić;

Tylko bez gniewu; jeśli Aśćka się nie zgodzi,

Aśćka ma prawo; smutno - gniewać się nie godzi;

Radziłem, bo brat kazał; nikt tu nie przymusza;

Gdy Aśćka rekuzuje pana Tadeusza,

Odpisuję Jackowi, że nie z mojej winy

Nie dojdą Tadeusza z Zosią zaręczyny.

Teraz sam będę radzić; pono z Podkomorzym

Zagaimy swatostwo i resztę ułożym".



Przez ten czas Telimena ostygła z zapału:

"Ja nic nie rekuzuję, Braciszku, pomału!

Sam mówiłeś, że jeszcze za wcześnie, zbyt młodzi-

Rozpatrzmy się, czekajmy, nic to nie zaszkodzi,

Poznajmy z sobą państwa młodych; będziem zważać;

Nie można szczęścia drugich tak na traf narażać.

Ostrzegam tylko wcześnie: niech Brat Tadeusza

Nie namawia, kochać się w Zosi nie przymusza,

Bo serce nie jest sługa, nie zna, co to pany,

I nie da się przemocą okuwać w kajdany".



Zaczem Sędzia, powstawszy, odszedł zamyślony;

Pan Tadeusz z przeciwnej przybliżył się strony.

Udając, że szukanie grzybów tam go zwabia;

W tymże kierunku z wolna posuwa się Hrabia.



Hrabia podczas Sędziego sporów z Telimeną

Stał za drzewami, mocno zdziwiony tą sceną;

Dobył z kieszeni papier i ołówek, sprzęty,

Które zawsze miał z sobą, i na pień wygięty

Rozpiąwszy kartkę, widać, że obraz malował,

Mówiąc sam z sobą: "Jakbyś umyślnie grupował:

Ten na głazie, ta w trawie, grupa malownicza!

Głowy charakterowe! Z kontrastem oblicza".



Podchodził, wstrzymywał się, lornetkę przecierał,

Oczy chustką obwiewał i coraz spozierał:

"Miałożby to cudowne, śliczne widowisko

Zginąć albo zmienić się, gdy podejdę blisko?

Ten aksamit traw będzież to mak i botwinie?

W nimfie tej czyż obaczę jaką ochmistrzynię?"



Choć Hrabia Telimenę już dawniej widywał

W domu Sędziego, w którym dosyć często bywał,

Lecz mało ją uważał; zadziwił się zrazu,

Rozeznając w niej model swojego obrazu.

Miejsca piękność, postawy wdzięk i gust ubrania

Zmieniły ją, zaledwie była do poznania.

W oczach świeciły jeszcze niezagasłe gniewy;

Twarz ożywiona wiatru świeżemi powiewy,

Sporem z Sędzią i nagłym przybyciem młodzieńców,

Nabrała mocnych, żywszych niż zwykle rumieńców.



"Pani - rzekł Hrabia - racz mej śmiałości darować,

Przychodzę i przepraszać, i razem dziękować.

Przepraszać, że jej kroków śledziłem ukradkiem,

I dziękować, że byłem jej dumania świadkiem;

Tyle ją obraziłem! Winienem jej tyle!

Przerwałem chwilę dumań: winienem ci chwile

Natchnienia! chwile błogie! potępiaj człowieka,

Ale sztukmistrz twojego przebaczenia czeka!

Na wielem się odważył, na więcej odważę!

Sądź!" - tu ukląkł i podał swoje peizaże.



Telimena sądziła malowania proby

Tonem grzecznej, lecz sztukę znającej osoby;

Skąpa w pochwały, lecz nie szczędziła zachętu:

"Brawo - rzekła - winszuję, niemało talentu.

Tylko Pan nie zaniedbuj; szczególniej potrzeba

Szukać pięknej natury! O, szczęśliwe nieba

Krajów włoskich! różowe Cezarów ogrody!

Wy, klasyczne Tyburu spadające wody

I straszne Pauzylipu skaliste wydroże!

To, Hrabio, kraj malarzów! U nas, żal się Boże!

Dziecko muz, w Soplicowie oddane na mamki,

Umrze pewnie. Mój Hrabio, oprawię to w ramki

Albo w album umieszczę do rysunków zbiorku,

Które zewsząd skupiałam: mam ich dosyć w biorku".



Zaczęli więc rozmowę o niebios błękitach,

Morskich szumach i wiatrach wonnych, i skał szczytach,

Mieszając tu i ówdzie, podróżnych zwyczajem,

Śmiech i urąganie się nad ojczystym krajem.



A przecież wokoło nich ciągnęły się lasy

Litewskie! tak poważne i tak pełne krasy! -

Czeremchy oplatane dzikich chmielów wieńcem,

Jarzębiny ze świeżym pasterskim rumieńcem,

Leszczyna jak menada z zielonemi berły,

Ubranemi, jak w grona, w orzechowe perły;

A niżej dziatwa lesna: głóg w objęciu kalin,

Ożyna czarne usta tuląca do malin.

Drzewa i krzewy liśćmi wzięły się za ręce

Jak do tańca stające panny i młodzieńce

Wkoło pary małżonków. Stoi pośród grona

Para, nad całą leśną gromadą wzniesiona

Wysmukłością kibici i barwy powabem:

Brzoza biała, kochanka, z małżonkiem swym grabem.

A dalej, jakby starce na dzieci i wnuki,

Patrzą siedząc w milczeniu: tu sędziwe buki,

Tam matrony topole i mchami brodaty

Dąb, włożywszy pięć wieków na swój kark garbaty,

Wspiera się, jak na grobów połamanych słupach,

Na dębów, przodków swoich, skamieniałych trupach.



Pan Tadeusz kręcił się nudząc niepomału

Długą rozmową, w której nie mógł brać udziału;

Aż gdy zaczęto sławić cudzoziemskie gaje

I wyliczać z kolei wszystkich drzew rodzaje:

Pomarańcze, cyprysy, oliwki, migdały,

Kaktusy, aloesy, mahonie, sandały,

Cytryny, bluszcz, orzechy włoskie, nawet figi,

Wysławiając ich kształty, kwiaty i łodygi -

Tadeusz nie przestawał dąsać się i zżymać,

Na koniec nie mógł dłużej od gniewu wytrzymać.



Był on prostak, lecz umiał czuć wdzięk przyrodzenia

I patrząc w las ojczysty rzekł, pełen natchnienia:

"Widziałem w botanicznym wileńskim ogrodzie

Owe sławione drzewa rosnące na wschodzie

I na południu, w owej pięknej włoskiej ziemi;

Któreż równać się może z drzewami naszemi?

Czy aloes z długiemi jak konduktor pałki?

Czy cytryna, karlica z złocistemi gałki,

Z liściem lakierowanym, krótka i pękata

Jako kobieta mała, brzydka, lecz bogata?

Czy zachwalony cyprys, długi, cienki, chudy,

Co zdaje się być drzewem nie smutku, lecz nudy?

Mówią, że bardzo smutnie wygląda na grobie:

Jest to jak lokaj Niemiec we dworskiej żałobie,

Nie śmiejący rąk podnieść ani głowy skrzywić,

Aby się etykiecie niczem nie sprzeciwić.



Czyż nie piękniejsza nasza poczciwa brzezina,

Która jako wieśniaczka, kiedy płacze syna,

Lub wdowa męża, ręce załamie, roztoczy

Po ramionach do ziemi strumienie warkoczy!

Niema z żalu, postawą jak wymownie szlocha!

Czemuż Pan Hrabia, jeśli w malarstwie się kocha,

Nie maluje drzew naszych, pośród których siedzi?

Prawdziwie, będą z Pana żartować sąsiedzi,

Że mieszkając na żyznej litewskiej równinie,

Malujesz tylko jakieś skały i pustynie".



"Przyjacielu! - rzekł Hrabia - piękne przyrodzenie

Jest formą, tłem, materią, a duszą natchnienie,

Które na wyobraźni unosi się skrzydłach,

Poleruje się gustem, wspiera na prawidłach.

Nie dość jest przyrodzenia, nie dosyć zapału,

Sztukmistrz musi ulecieć w sfery ideału!

Nie wszystko, co jest piękne, wymalować da się!

Dowiesz się o tem wszystkim z książek w swoim czasie.

Co się tycze malarstwa: do obrazu trzeba

Punktów widzenia, grupy, ansemblu i nieba,

Nieba włoskiego! Stąd też w kunszcie peizażów

Włochy były, są, będą, ojczyzną malarzów.

Stąd też, oprócz Brejgela, lecz nie Van der Helle,

Ale peizażysty (bo są dwaj Brejgele),

I oprócz Ruisdala, na całej północy

Gdzież był peizażysta który pierwszej mocy?

Niebios, niebios potrzeba!"

"Nasz malarz Orłowski -

Przerwała Telimena - miał gust Soplicowski.

(Trzeba wiedzieć, że to jest Sopliców choroba,

Że im oprócz Ojczyzny nic się nie podoba).

Orłowski, który życie strawił w Peterburku,

Sławny malarz (mam jego kilka szkiców w biórku),

Mieszkał tuż przy Cesarzu, na dworze, jak w raju,

A nie uwierzy Hrabia, jak tęsknił po kraju!

Lubił ciągle wspominać swej młodości czasy,

Wysławiał wszystko w Polszcze: ziemię, niebo, lasy..."



"I miał rozum! - zawołał Tadeusz z zapałem. -

Te Państwa niebo włoskie, jak o niem słyszałem,

Błękitne, czyste, wszak to jak zamarzła woda!

Czyż nie piękniejsze stokroć wiatr i niepogoda?

U nas dość głowę podnieść: ileż to widoków!

Ileż scen i obrazów z samej gry obłoków!

Bo każda chmura inna: na przykład jesienna

Pełźnie jak żółw leniwa, ulewą brzemienna

I z nieba aż do ziemi spuszcza długie smugi

Jak rozwite warkocze, to są deszczu strugi;

Chmura z gradem jak balon szybko z wiatrem leci,

Krągła, ciemnobłękitna, w środku żółto świeci,

Szum wielki słychać wkoło. Nawet te codzienne,

Patrzcie Państwo, te białe chmurki, jak odmienne!

Zrazu jak stada dzikich gęsi lub łabędzi,

A z tyłu wiatr jak sokoł do kupy je pędzi;

Ściskają się, grubieją, rosną, nowe dziwy!

Dostają krzywych karków, rozpuszczają grzywy,

Wysuwają nóg rzędy i po niebios sklepie

Przelatują jak tabun rumaków po stepie:

Wszystkie białe jak srebro, zmieszały się - nagle

Z ich karków rosną maszty, z grzyw szerokie żagle,

Tabun zmienia się w okręt i wspaniale płynie

Cicho, z wolna, po niebios błękitnej równinie!"



Hrabia i Telimena poglądali w górę;

Tadeusz jedną ręką pokazał im chmurę,

A drugą ścisnął z lekka rączkę Telimeny.

Kilka już upłynęło minut cichej sceny;

Hrabia rozłożył papier na swym kapeluszu

I wydobył ołówek. Wtem przykry dla uszu

Odezwał się dzwon dworski i zaraz śród lasu

Cichego pełno było krzyku i hałasu.



Hrabia kiwnąwszy głową rzekł poważnym tonem:

"Tak to na świecie wszystko los zwykł kończyć dzwonem.

Rachunki myśli wielkiej, plany wyobraźni,

Zabawki niewinności, uciechy przyjaźni,

Wylania się serc czułych! - gdy śpiż z dala ryknie,

Wszystko miesza się, zrywa, mąci się i niknie!"

Tu obróciwszy czuły wzrok ku Telimenie:

"Cóż zostaje?" - a ona mu rzekła: "Wspomnienie!"

I chcąc Hrabiego nieco ułagodzić smutek,

Podała mu urwany kwiatek niezabudek.

Hrabia go ucałował i na pierś przyśpilał;

Tadeusz z drugiej strony krzak ziela rozchylał,

Widząc, że się ku niemu tem zielem przewija

Coś białego: była to rączka jak lilija;

Pochwycił ją, całował i usty po cichu

Utonął w niej jak pszczoła w liliji kielichu;

Uczuł na ustach zimno; znalazł klucz i biały

Papier w trąbkę zwiniony, był to listek mały;

Porwał, schował w kieszenie, nie wie, co klucz znaczy,

Lecz mu to owa biała kartka wytłumaczy.



Dzwon wciąż dzwonił, i echem z głębi cichych lasów

Odezwało się tysiąc krzyków i hałasów;

Odgłos to był szukania i nawoływania,

Hasło zakończonego na dziś grzybobrania.

Odgłos nie smutny wcale ani pogrzebowy,

Jak się Hrabiemu zdało, owszem, obiadowy.

Dzwon ten, w każde południe krzyczący z poddasza,

Gości i czeladź domu na obiad zaprasza:

Tak było w dawnych licznych dworach we zwyczaju

I zostało się w domu Sędziego.

Więc z gaju

Wychodziła gromada niosąca krobeczki,

Koszyki, uwiązane końcami chusteczki,

Pełne grzybów; a panny w jednym ręku niosły,

Jako wachlarz zwiniony, b o r o w i k rozrosły,

W drugim związane razem, jakby polne kwiatki,

O p i e ń k i i rozlicznej barwy s u r o j a d k i:

Wojski miał m u c h o m o r a. Z próżnemi przychodzi

Rękami Telimena, z nią panicze młodzi.



Goście weszli w porządku i stanęli kołem.

Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem;

Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy.

Idąc kłaniał się starcom, damom i młodzieży;

Obok stał Kwestarz; Sędzia tuż przy Bernardynie.

Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie,

Podano w kolej wódkę, zaczem wszyscy siedli

I chołodziec litewski milczkiem żwawo jedli.



Obiadowano ciszej, niż się zwykle zdarza;

Nikt nie gadał pomimo wezwań gospodarza.

Strony biorące udział w wielkiej o psów zwadzie

Myśliły o jutrzejszej walce i zakładzie;

Myśl wielka zwykle usta do milczenia zmusza.

Telimena, mówiąca wciąż do Tadeusza,

Musiała ku Hrabiemu nieraz się odwrócić,

Nawet na Asesora nieraz okiem rzucić:

Tak ptasznik patrzy w sidło, kędy szczygły zwabia,

I razem w pastkę wróbla. Tadeusz i Hrabia,

Obadwa radzi z siebie, obadwa szczęśliwi,

Oba pełni nadziei, więc nie gadatliwi.

Hrabia na kwiatek dumne opuszczał wejrzenie,

A Tadeusz ukradkiem spozierał w kieszenie,

Czy ów kluczyk nie uciekł; ręką nawet chwytał

I kręcił kartkę, której dotąd nie przeczytał.

Sędzia Podkomorzemu węgrzyna, szampana

Dolewał, służył pilnie, ściskał za kolana,

Ale do rozmawiania z nim nie miał ochoty

I widać, że czuł jakieś tajemne kłopoty.



Przemijały w milczeniu talerze i dania;

Przerwał nareszcie nudny tok obiadowania

Gość niespodziany, szybko wpadając - gajowy;

Nie zważał nawet, że czas właśnie obiadowy,

Podbiegł do Pana; widać z postawy i z miny,

Że ważnej i niezwykłej jest posłem nowiny.

Ku niemu oczy całe zwróciło zebranie;

On, odetchnąwszy nieco, rzekł: "Niedźwiedź, Mospanie!"



Resztę wszyscy odgadli: że zwierz z m a t e c z n i k a

Wyszedł, że w Zaniemeńską Puszczę się przemyka,

Że go trzeba wnet ścigać, wszyscy wraz uznali,

Choć ani się radzili, ani namyślali.

Spólną myśl widać było z uciętych wyrazów,

Z gestów żywych, z wydanych rozlicznych rozkazów,

Które, wychodząc tłumnie, razem z ust tak wielu,

Dążyły przecież wszystkie do jednego celu.



"Na wieś! - zawołał Sędzia - hej! konno, setnika!

Jutro na brzask obława, lecz na ochotnika;

Kto wystąpi z oszczepem, temu z robocizny

Wytrącić dwa szarwarki i pięć dni pańszczyzny".



"W skok - krzyknął Podkomorzy - okulbaczyć siwą,

Dobiec w cwał do mojego dworu; wziąć co żywo

Dwie pjawki, które w całej okolicy słyną:

Pies zowie się Sprawnikiem, a suka Strapczyną;

Zakneblować im pyski, zawiązać je w miechu

I przystawić je tutaj konno dla pośpiechu".

"Wańka!" - krzyknął na chłopca Asesor po rusku -

Tasak mój Sanguszowski pociągnąć na brusku,

Wiesz, tasak, co od Księcia miałem w podarunku;

Pas opatrzyć, czy kula jest w każdym ładunku".

"Strzelby - krzyknęli wszyscy - mieć na pogotowiu!"

Asesor wołał ciągle: "Ołowiu, ołowiu!

Formę do kul mam w torbie". "Do księdza plebana

Dać znać - dodał pan Sędzia - żeby jutro z rana

Mszę miał w kaplicy lesnej; króciochna oferta

Za myśliwych, msza zwykła świętego Huberta".



Po wydanych rozkazach nastało milczenie;

Każdy dumał i rzucał dokoła wejrzenie,

Jak gdyby kogoś szukał; z wolna wszystkich oczy

Sędziwa twarz Wojskiego ciągnie i jednoczy:

Znak to był, że szukają na przyszłą wyprawę

Wodza i że Wojskiemu oddają buławę.

Wojski powstał, zrozumiał towarzyszów wolę

I uderzywszy ręką poważnie po stole,

Pociągnął złocistego z zanadrza łańcuszka,

Na którym wisiał gruby zegarek jak gruszka:

"Jutro - rzekł - pół do piątej przy lesnej kaplicy

Stawią się bracia strzelcy, wiara obławnicy".



Rzekł i ruszył od stołu, za nim szedł gajowy;

Oni obmyślić mają i urządzić łowy.



Tak wodze gdy na jutro bitwę zapowiedzą,

Żołnierze po obozie broń czyszczą i jedzą

Lub na płaszczach i siodłach śpią próżni kłopotu,

A wodze wśród cichego dumają namiotu.



Przerwał się obiad, dzień zszedł na kowaniu koni,

Karmieniu psów, zbieraniu i czyszczeniu broni;

U wieczerzy zaledwie kto przysiadł do stoła;

Nawet strona Kusego z partyją Sokoła

Przestała dawnym wielkim zatrudniać się sporem:

Pobrawszy się pod ręce Rejent z Asesorem

Wyszukują ołowiu. Reszta, spracowana,

Szła spać wcześnie, ażeby przebudzić się z rana.

FG4HH -at- o2 [kropka] pl / 01.10.2014 22:13:33 / 79.184.190.---
Na koniec z trzaskiem sali drzwi na wściąż otwarto.

Wchodzi pan Wojski w czapce i z głową zadartą,

Nie wita się i miejsca za stołem nie bierze,

Bo Wojski występuje w nowym charakterze,

Marszałka dworu; laskę ma na znak urzędu

I tą laską z kolei, jako mistrz obrzędu,

Wskazuje wszystkim miejsca i gości usadza.

Naprzód, jako najpierwsza województwa władza,

Podkomorzy-Marszałek wziął miejsce zaszczytne:

Ze słoniowym poręczem krzesło aksamitne;

Obok na prawej stronie jenerał Dąbrowski,

Na lewej siadł Kniaziewicz, Pac i Małachowski.

Śród nich Podkomorzyna, dalej inne panie,

Oficerowie, pany, szlachta i ziemianie,

Mężczyźni i kobiety, na przemian po parze

Usiadają porządkiem, gdzie Wojski ukaże.



Pan Sędzia skłoniwszy się opuścił biesiadę;

On na dziedzińcu włościan traktował gromadę;

Zebrawszy ich za stołem na dwa staje długim,

Sam siadł na jednym końcu, a pleban na drugim.

Tadeusz i Zofija do stołu nie siedli;

Zajęci częstowaniem włościan, chodząc jedli.

Starożytny był zwyczaj, iż dziedzice nowi

Na pierwszej uczcie sami służyli ludowi.



Tymczasem goście, potraw czekający w sali,

Z zadziwieniem na wielki serwis poglądali,

Którego równie drogi kruszec jak robota.

Jest podanie, że książę Radziwiłł-Sierota

Kazał ten sprzęt na urząd w Wenecyi zrobić

I wedle własnych planów po polsku ozdobić.

Serwis, potem zabrany czasu wojny szwedzki�j,

Przeszedł, nie wiedzieć jaką drogą, w dom szlachecki.

Dziś ze skarbca dobyty zajął środek stoła

Ogromnym kręgiem na kształt karetnego koła.



Serwis ten był nalany ode dna po brzegi

Piankami i cukrami białemi jak śniegi:

Udawał przewybornie krajobraz zimowy;

W środku czerniał ogromny bór konfiturowy:

Stronami domy, niby wioski i zaścianki,

Okryte zamiast śronu cukrowwemi pianki;

Na krawędziach naczynia, stoją dla ozdoby

Niewielkie, z porcelany wydęte osoby

W polskich strojach; jakoby aktory na scenie,

Zdawały się przedstawiać jakoweś zdarzenie;

Gest ich sztucznie wydany, farby osobliwe,

Tylko głosu im braknie, zresztą gdyby żywe.



Cóż przedstawiają? - goście pytali ciekawi,

Zaczem Wojski podnosi laskę i tak prawi

(Tymczasem podawano wódkę przed jedzeniem):

"Za mych Wielce Mościwych Panów pozwoleniem:

Te persony, których tu widzicie bez liku,

Przedstawiają polskiego historią sejmiku,

Narady, wotowanie, tryumfy i waśnie;

Sam tę scenę odgadłem i Państwu objaśnię.



"Oto na prawo widać liczne szlachty grono:

Pewnie ich przed sejmikiem na ucztę sproszono.

Czeka nakryty stolik; nikt gości nie sadza,

Stoją kupkami, każda kupka się naradza.

Patrzcie, iż w każdej kupce stoi w środku człowiek,

Z którego ust otwartych, z podniesionych powiek,

Rąk niespokojnych, widać - mówca; cóś tłomaczy,

I palcem eksplikuje, i na dłoni znaczy.

Ci mowcy zalecają swoich kandydatów

Z różnym skutkiem, jak widać z miny szlachty bratów.



Wprawdzie tam w drugiej kupie szlachta pilnie słucha,

Ten ręce za pas zatknął i przyłożył ucha,

Ów dłoń przy uchu trzyma i milczkiem wąs kręci,

Zapewne słowa zbiera i niże w pamięci;

Cieszy się mowca, widząc, że są nawróceni,

Gładzi kieszeń, bo kreski ich już ma w kieszeni.



Lecz za to w trzeciem gronie dzieje się inacz�j;

Tu mówca musi łowić za pasy słuchaczy.

Patrzcie! wyrywają się i cofają uszy;

Patrzcie, jako ten słuchacz od gniewu się puszy,

Wzniosł ręce, grozi mówcy, usta mu zatyka,

Pewnie słyszał pochwały swego przeciwnika;

Ten drugi, pochyliwszy czoło na kształt byka,

Powiedziałbyś, że mówcę pochwyci na rogi;

Ci biorą się do szabel, tamci poszli w nogi.



Jeden między kupkami szlachcic cichy stoi,

Widać, że człek bezstronny, waha się i boi;

Za kim dać kreskę? nie wie i sam z sobą w walce,

Pyta losu, wzniosł ręce, wytknął wielkie palce,

Zmrużył oczy, paznokciem do paznokcia mierzy,

Widać, że kreskę swoję kabale powierzy:

Jeśli palce trafią się, da afirmatywę,

A jeżeli się chybią, rzuci negatywę.



Na lewej druga scena: refektarz klasztoru,

Obrócony na salę szlacheckiego zboru.

Starsi rzędem na ławach siedzą, młodsi stają

I ciekawi przez głowy w środek zaglądają;

W środku marszałek stoi, wazon w ręku trzyma,

Liczy gałki, szlachta je pożera oczyma.

Właśnie wytrząsł ostatnią; woźni ręce wznoszą

I imię obranego urzędnika głoszą.



Jeden szlachcic na zgodę powszechną nie zważa.

Patrz, wytknął głowę oknem z kuchni refektarza,

Patrz, jak oczy wytrzeszczył, jak pogląda śmiało,

Usta otworzył, jakby chciał zjeść izbę całą:

Łatwo zgadnąć, że szlachcic ten zawołał: <<Veto!>>

Patrzcie, jak za tą nagłą do kłótni podnietą

Tłoczy się do drzwi ciżba, pewnie idą w kuchnię;

Dostali szable, pewnie krwawy bój wybuchnie.



Lecz tam, na korytarzu, Państwo uważacie

Tego starego księdza, co idzie w ornacie -

To przeor; Sanctissimum z ołtarza wynosi,

A chłopiec w komży dzwoni i na ustąp prosi;

Szlachta wnet szable chowa, żegna się i klęka,

A ksiądz tam się obraca, gdzie jeszcze broń szczęka;

Skoro przyjdzie, wnet wszystkich uciszy i zgodzi.



Ach! wy nie pamiętacie tego, Państwo młodzi,

Jak wśród naszej burzliwej szlachty samowładnej,

Zbrojnej, nie trzeba było policyi żadnej;

Dopóki wiara kwitła, szanowano prawa,

Była wolność z porządkiem i z dostatkiem sława!

W innych krajach, jak słyszę, trzyma urząd drabów,

Policyjantów różnych, żandarmów, konstabów;

Ale jeśli miecz tylko bezpieczeństwa strzeże,

Żeby w tych krajach była wolność - nie uwierzę".



Wtem dzwoniąc w tabakierę rzekł pan Podkomorzy:

"Panie Wojski, niech Wasze na potem odłoży

Te historyje; prawda, że sejmik ciekawy,

Ale my głodni, każ Wać przynosić potrawy".



Na to Wojski, skłaniając aż do ziemi laskę:

"Jaśnie Wielmożny Panie, zróbże mi tę łaskę,

Zaraz dokończę scenę ostatnią sejmików:

Oto nowy marszałek na ręku stronników

Wyniesion z refektarza; patrz, jak szlachta braty

Rzucają czapki, usta otwarli - wiwaty!

A tam po drugiej stronie pan przekreskowany,

Sam jeden, czapkę wcisnął na łeb zadumany,

Żona przed domem czeka, zgadła, co się dzieje,

Biedna! oto na ręku pokojowej mdleje.

Biedna! Jaśnie Wielmożnej tytuł przybrać miała,

A znów tylko Wielmożną na lat trzy została!"



Tu Wojski skończył opis i laską znak daje,

I wnet zaczęli wchodzić parami lokaje

Roznoszący potrawy: barszcz królewskim zwany

I rosoł staropolski sztucznie gotowany,

Do którego pan Wojski z dziwnemi sekrety

Wrzucił kilka perełek i sztukę monety

(Taki rosoł krew czyści i pokrzepia zdrowie).

Dalej inne potrawy, a któż je wypowie!

Kto zrozumie nie znane już za naszych czasów

Te półmiski kontuzów, arkasów, blemasów,

Z ingredyjencyjami pomuchl, figatelów,

Cybetów, piżm, dragantów, pinelów, brunelów;

Owe ryby! łososie suche, dunajeckie,

Wyzyny, kawijary weneckie, tureckie,

Szczuki główne i szczuki podgłówne, łokietne,

Flądry i karpie ćwiki, i karpie szlachetne!

W końcu sekret kucharski: ryba nie krojona,

U głowy przysmażona, we środku pieczona,

A mająca potrawkę z sosem u ogona.



Goście ani pytali nazwiska potrawy,

Ani ich zastanowił ów sekret ciekawy;

Wszystko prędko z żołnierskim jedli apetytem,

Kieliszki napełniając węgrzynem obfitym.



Ale tymczasem wielki serwis barwę zmienił

I odarty ze śniegu już się zazielenił,

Bo lekka, ciepłem letnim powoli rozgrzana,

Roztopiła się lodu cukrowego piana

I dno odkryła, dotąd zatajone oku;

Więc krajobraz przedstawił nową porę roku,

Zabłysnąwszy zieloną, różnofarbną wiosną.

Wychodzą różne zboża, jak na drożdżach rosną,

Pszenicy szafranowej buja kłos złocisty,

Żyto ubrane w srebra malarskiego listy

I gryka wyrabiana sztucznie z czokolady,

I kwitnące gruszkami i jabłkami sady.



Ledwie mają czas goście darów lata użyć.

Darmo proszą Wojskiego, żeby je przedłużyć:

Już serwis, jak planeta koniecznym obrotem,

Zmienia porę, już zboża malowane złotem,

Nabrawszy ciepła w izbie powoli topnieją,

Już trawy pożółkniały, liścia czerwienieją,

Sypią się, rzekłbyś, iż wiatr jesienny powiewa;

Na koniec owe chwilę przedtem strojne drzewa -

Teraz, jakby odarte od wichrów i śronu,

Stoją nagie; były to laski cynamonu

Lub udające sosnę gałązki wawrzynu,

Odziane zamiast kolców ziarenkami kminu.



Goście pijący wino zaczęli gałązki,

Pnie i korzenie zrywać i gryźć dla zakąski.

Wojski obchodził serwis i, pełen radości,

Tryumfujące oczy obracał na gości.



Henryk Dąbrowski udał wielkie zadziwienie

I rzekł: "Mój Panie Wojski, czy to chińskie cienie?

Czy to Pinety Panu dał w służbę swe bisy?

Czy dotąd u was w Litwie są takie serwisy

I wszyscy takim starym ucztują zwyczajem?

Powiedz mi, bo ja życie strawiłem za krajem".



Wojski rzekł, kłaniając się: "Nie, Jaśnie Wielmożny

Jenerale, nie jest to żaden kunszt bezbożny!

Jest to pamiątka tylko owych biesiad sławnych,

Które dawano w domach panów starodawnych,

Gdy Polska używała szczęścia i potęgi!

Com zrobił, tom wyczytał z tej tu oto księgi.



Pytasz, czy wszędzie w Litwie ten się zwyczaj chowa?

Niestety! Już i do nas włazi moda nowa.

Niejeden panicz krzyczy, że nie cierpi zbytków,

Je jak Żyd, skąpi gościom potraw i napitków,

Węgrzyna pożałuje, a pije szatańskie

Fałszywe wino modne, moskiewskie, szampańskie;

Potem w wieczor na karty tyle złota straci,

Że za nie dałbyś ucztę na stu szlachty braci.

Nawet (bo co na sercu mam, dziś powiem szczerze,

Niech tego Podkomorzy za złe mi nie bierze)

Kiedym ten serwis cudny ze skarbca dobywał,

To nawet Podkomorzy, i on mnie przedrwiwał,

Mówiąc, że to machina zmudna, staroświecka,

Że to ma pozor niby zabawki dla dziecka,

Nieprzyzwoitej dla tak znakomitych ludzi!

Sędzio! i Sędzia mówił, że to gości znudzi!

A przecież, ile wnoszę z Panów zadziwienia,

Widzę, iż ten kunszt piękny godzien był widzenia!



Nie wiem, czy się podobna okazyja zdarzy

Częstować w Soplicowie takich dygnitarzy.

Widzę, że Pan Jenerał na biesiadach zna się.

Niechaj przyjmie tę książkę, ona Panu zda się,

Gdy będziesz dla monarchów zagranicznych grona

Dawał ucztę, ba, nawet dla Napoleona.

Ale pozwól, nim księgę tę Panu poświęcę,

Niech powiem, jakim trafem wpadła w moje ręce".



Wtem szmer powstał za drzwiami; razem głosów wiele

Zawołało: "Niech żyje Kurek na kościele!"

Ciżba tłoczy się w salę, a Maciej na czele.

Sędzia gościa za rękę do stołu prowadził

I wysoko pomiędzy wodzami posadził,

Mówiąc: "Panie Macieju, niedobry sąsiedzie,

Przyjeżdżasz bardzo późno, prawie po obiedzie".



"Jem wcześnie - rzekł Dobrzyński - ja tu nie dla jadła

Przybyłem, tylko że mnie ciekawość napadła

Obejrzeć z bliska naszą armię narodową.

Wiele by gadać - jest to ani to, ni owo!

Szlachta mnie obaczyła i gwałtem tu wiedzie,

A Waszeć za stół sadzasz - dziękuję, sąsiedzie".

To wyrzekłszy, przewrócił talerz dnem do góry

Na znak, że jeść nie będzie, i milczał ponury.



"Panie Dobrzyński - rzekł mu jenerał Dąbrowski -

Tyż to jesteś ów sławny rębacz Kościuszkowski,

Ów Maciej, zwany Rózga! Znam ciebie ze sławy.

I proszę, takiś dotąd czerstwy, taki żwawy!

Ileż to lat minęło! Patrz, jam się podstarzał,

Patrz, i Kniaziewiczowi już się włos poszarzał,

A ty jeszcze z młodszymi mógłbyś pójść w zapasy,

I Rózga twoja kwitnie pono jak przed czasy;

Słyszałem, żeś niedawno Moskalów oćwiczył.

Lecz gdzie są bracia twoi? Niezmiernie bym życzył

Widzieć te Scyzoryki i te wasze Brzytwy,

Ostatnie egzemplarze starodawnej Litwy".



"Jenerale - rzekł Sędzia - po owem zwycięstwie

Prawie wszyscy Dobrzyńscy schronili się w Księstwie;

Zapewne do którego weszli legijonu!"

"W istocie - odpowiedział młody szef szwadronu -

Mam w drugiej kompaniji wąsate straszydło,

Wachmistrza Dobrzyńskiego, co się zwie Kropidło,

A Mazury zowią go litewskim niedźwiedziem.

Jeśli Jenerał każe, to go tu przywiedziem".

"Jest - rzekł porucznik - kilku innych rodem z Litwy,

Jeden żołnierz znajomy pod imieniem Brzytwy

I drugi, co z tromblonem jeździ na flankiery;

Są także w pułku strzelców dwa grenadyjery

Dobrzyńscy".



"Ale, ale, o ich naczelniku -

Rzekł Jenerał - chcę wiedzieć, o tym Scyzoryku,

O którym mnie Pan Wojski tyle prawił cudów,

Jakby o jednym z owych dawnych wielkoludów".



"Scyzoryk - rzecze Wojski - choć nie egzulował,

Ale bojąc się śledztwa, przed Moskwą się schował;

Całą zimę nieborak tułał się po lasach,

Teraz dopiero wyszedł; w tych wojennych czasach

Mógłby się na co przydać, jest rycerskim człekiem,

Szkoda tylko, że trochę przyciśniony wiekiem.

Lecz owóż on!..."



Tu Wojski palcem wskazał w sieni,

Gdzie czeladź i wieśniacy stali natłoczeni,

A nad wszystkich głowami łysina błyszcząca

Ukazała się nagle jak pełnia miesiąca,

Trzykroć weszła i trzykroć znikła w głów obłoku;

Klucznik idąc kłaniał się, aż dobył się z tłoku

I rzekł :



"Jaśnie Wielmożny Koronny Hetmanie

Czy Jenerale, mniejsza o tytułowanie,

Jam jest Rębajło, staję na twe zawołanie

Z tym moim Scyzorykiem, który nie z oprawy

Ani z napisów, ale z hartu nabył sławy,

Że nawet o nim Jaśnie Wielmożny Pan wiedział.

Gdyby on gadać umiał, może by powiedział

Cokolwiek na pochwałę i tej starej ręki,

Która służyła długo, wiernie, Bogu dzięki,

Ojczyźnie tudzież panów Horeszków rodzinie,

Czego pamięć dotychczas między ludźmi słynie.

Mopanku! rzadko który pisarz prowentowy

Tak zręcznie temperuje pióra, jak on głowy.

Długo liczyć! A nosów i uszu bez liku!

A nie ma żadnej szczerby na tym Scyzoryku

I żaden go nie splamił zbojecki uczynek,

Tylko otwarta wojna albo pojedynek.

Raz tylko! Panie, daj mu wieczny odpoczynek,

Bezbronnego człowieka, niestety, sprzątniono!

A i to, Bóg mi świadkiem, pro publico bono".



"Pokaż no - rzekł śmiejąc się jenerał Dąbrowski -

A to piękny scyzoryk, istny miecz katowski!"

I z zadziwieniem wielki rapier opatrywał,

I innym oficerom w kolej pokazywał;

Probowali go wszyscy, ale ledwie który

Z oficerów mógł podnieść ten rapier do góry.

Mówiono, że Dembiński, sławny ręki siłą,

Podźwignąłby szablicę, lecz go tam nie było.

Z obecnych zaś tylko szef szwadronu, Dwernicki,

I dowódca plutonu, porucznik Różycki,

Potrafili obracać tym żelaznym drągiem;

I tak rapier na probę szedł z rąk do rąk ciągiem.



Lecz jenerał Kniaziewicz, wzrostem najsłuszniejszy,

Pokazało się, iż był w ręku najsilniejszy.

Ująwszy rapier, lekko jakby szpadę dźwignął

I nad głowami gości błyskawicą mignął,

Przypominając polskie fechtarskie wykręty:

K r z y ż o w ą s z t u k ę, m ł y ń c a,

c i o s k r z y w y, r a z c i ę t y,

C i o s k r a d z i o n y i t e m p y

k o n t r p u n k t ó w, t e r c e t ó w,

Które też umiał, bo był ze Szkoły Kadetów.



Gdy śmiejąc się fechtował, Rębajło już klęczał,

Objął go za kolana i ze łzami jęczał

Za każdym zwrotem miecza: "Pięknie! Jenerale,

Czyś był konfederatem? Pięknie, doskonale!

To sztych Puławskich! Tak się Dzierżanowski składał!

To sztych Sawy! Któż Panu tak rękę układał?

Chyba Maciej Dobrzyński! A to, Jenerale,

Mój wynalazek, dalbóg mój, ja się nie chwalę,

To cięcie znane tylko w Rębajłów zaścianku,

Od mojego imienia zwane c i o s m o p a n k u.

Któż to Pana nauczył? To jest moje cięcie,

Moje!"

Wstał, Jenerała porwawszy w objęcie.

"Teraz umrę spokojnie! Jest przecie na świecie

Człowiek, który przytuli moje drogie dziecię;

Bo wszak nad tem od dawna dzień i noc boleję,

Czy po śmierci ten rapier mój nie zerdzewieje!

Otóż nie zerdzewieje! Mój Jaśnie Wielmożny

Jenerale, wybacz mi, porzućcie te rożny,

Niemieckie szpadki, to wstyd szlacheckiemu dziecku

Nosić ten kijek; weźmij szablę po szlachecku!

Oto ten mój Scyzoryk u nóg Twoich składam,

To jest, co najdroższego na świecie posiadam.

Nie miałem nigdy żony, nie miałem dziecięcia,

On był żoną i dzieckiem; z mojego objęcia

Nigdy on nie wychodził; od rana do mroku

Pieściłem go, on w nocy sypiał przy mym boku!

A kiedym się zestarzał, nad łóżkiem na ścianie

Wisiał, jako nad Żydem Boże przykazanie!

Myśliłem zakopać go razem z ręką w grobie,

Lecz znalazłem dziedzica! - Niechaj służy Tobie!"



Jenerał wpół śmiejąc się, a na wpół wzruszony:

"Kolego - rzekł - jeżeli ustąpisz mnie żony

I dziecka, to zostaniesz przez resztę żywota

Bardzo samotny, stary, wdowiec i sierota!

Powiedz, czem ci ten drogi dar mam wynagrodzić

I czem twoje sieroctwo i wdowstwo osłodzić?"



"Czy ja Cybulski? - rzecze na to Klucznik z żalem -

Co żonę przegrał, grając w mariasza z Moskalem,

Jak o tem pieśń powiada? - Ja mam dosyć na tem,

Że mój Scyzoryk jeszcze zabłyśnie przed światem

W takim ręku! - Niech tylko Jenerał pamięta,

Aby tasiemka była długa, rozciągnięta,

Bo to długie; a zawsze od lewego ucha

Ciąć oburącz, to przetniesz od głowy do brzucha".



Jenerał wziął Scyzoryk, lecz że bardzo długi,

Nie mógł nosić, w furgonie schowały go sługi.

Co się z nim stało, różnie powiadają o tem,

Lecz nikt pewnie nie wiedział ni wtenczas, ni potem.



Dąbrowski rzekł do Maćka: "A ty co, Kolego?

Zdaje się, żeś ty nierad z przybycia naszego?

Milczysz kwaśny? I jakże, serce ci nie skacze,

Gdy widzisz orły złote, srebrne? gdy trębacze

Pobudkę Kościuszkowską trąbią ci nad uchem?

Maćku, myśliłem, że ty większym jesteś zuchem;

Jeśli szabli nie weźmiesz i na koń nie siędziesz,

Przynajmniej z kolegami wesoło pić będziesz

Zdrowie Napoleona i Polski nadzieje!"



"Ha! - rzekł Maciej - słyszałem, widzę, co się dzieje!

Ale, Panie, dwóch orłów razem się nie gnieździ!

Łaska pańska, Hetmanie, na pstrym koniu jeździł

Cesarz wielki bohater! gadać o tem wiele!

Pamiętam, że Puławscy, moi przyjaciele,

Mawiali, poglądając na Dymuryjera,

Że dla Polski polskiego trzeba bohatera,

Nie Francuza, ani też Włocha, ale Piasta,

Jana albo Józefa, lub Maćka - i basta.



Wojsko! Mówią, że polskie! Lecz te fizyliery,

Sapery, grenadiery i kanonijery!

Więcej słychać niemieckich tytułów w tym tłumie

Niżeli narodowych! Kto to już zrozumie!

A muszą też być z wami Turki czy Tartary,

Czy syzmatyki, co ni Boga, ani wiary!

Sam widziałem: kobiety w wioskach napastują,

Przechodniów odzierają, kościoły rabują!

Cesarz idzie do Moskwy! daleka to droga,

Jeśli Cesarz Jegomość wybrał się bez Boga!

Słyszałem, że już podpadł pod klątwy biskupie;

Wszystko to jest..." Tu Maciej chleb umoczył w supie

I jedząc nie dokończył ostatniego słowa.



Nie w smak Podkomorzemu poszła Maćka mowa.

Młodzież zaczęła szemrać; Sędzia przerwał swary,

Głosząc przybycie trzeciej narzeczonej pary.



Był to Rejent; sam siebie Rejentem ogłosił;

Nikt go nie poznał; dotąd polskie suknie nosił,

Lecz teraz Telimena, przyszła żona, zmusza

Warunkiem intercyzy wyrzec się kontusza;

Więc się Rejent rad nierad po francusku przebrał.

Widno, że mu frak duszy połowę odebrał.

Stąpa, jakby kij połknął, prosto, nieruchawo,

Jak żóraw; nie śmie spójrzeć ni w lewo, ni w prawo;

Mina gęsta, lecz z miny widać, że jest w męce,

Nie wie, jak się pokłonić, gdzie ma podziać ręce,

On, co tak gesty lubił! ręce za pas sadził -

Nie masz pasa - tylko się po żołądku gładził;

Postrzegł omyłkę; bardzo zmięszał się, spiekł raka

I ręce obie schował w jedną kieszeń fraka.

Idzie jakby przez rózgi śród szeptów i drwinek,

Wstydząc się za frak, jakby za niecny uczynek;

Aż spotkał oczy Maćka i zadrżał z bojaźni.



Maciej dotąd z Rejentem żył w wielkiej przyjaźni.

Teraz wzrok nań obrócił tak ostry i dziki,

Że Rejent zbladnął, zaczął zapinać guziki,

Myśląc, że Maciej wzrokiem suknie z niego złupi;

Dobrzyński tylko dwakroć wyrzekł głośno: "Głupi!" -

I tak strasznie zgorszył się z Rejenta przebrania,

Że zaraz wstał od stołu i bez pożegnania

Wymknąwszy się, wsiadł na koń, wrócił do zaścianka.



A tymczasem Rejenta nadobna kochanka,

Telimena, roztacza blaski swej urody

I ubior od stóp do głów co najświeższej mody.

Jaką miała sukienkę, jaki strój na głowie,

Daremnie pisać, pióro tego nie wypowie,

Chyba pędzel by skreślił te tiule, ptyfenie,

Blondyny, kaszemiry, perły i kamienie,

I oblicze różane, i żywe wejrzenie.



Poznał ją zaraz Hrabia, z zadziwienia blady,

Wstał od stołu i szukał koło siebie szpady:

"I tyżeś to! - zawołał - czy mnie oczy łudzą?

Ty? w obecności mojej? ściskasz rękę cudzą?

O, niewierna istoto, o, duszo zmiennicza!

I nie skryjesz ze wstydu pod ziemię oblicza?

Takeś twojej tak świeżej niepomna przysięgi?

O łatwowierny! Po cóż nosiłem te wstęgi!

Lecz biada rywalowi, co mię tak znieważa!

Po moim chyba trupie pójdzie do ołtarza!"



Goście powstali, Rejent okropnie się zmieszał,

Podkomorzy rywalów zagodzić pośpieszał;

Lecz Telimena wziąwszy Hrabiego na stronę:

"Jeszcze - szepnęła - Rejent nie wziął mię za żonę;

Jeżeli Pan przeszkadzasz, odpowiedzże na to,

A odpowiedz mi zaraz, krótko, węzłowato:

Czy mnie kochasz, czyś dotąd serca nie odmienił,

Czyś gotów, żebyś ze mną zaraz się ożenił?

Zaraz, dziś? - Jeśli zechcesz, odstąpię Rejenta".



Hrabia rzekł: "O, kobieto, dla mnie niepojęta!

Dawniej w uczuciach twoich byłaś poetyczną,

A teraz mi się zdajesz całkiem prozaiczną;

Cóż są wasze małżeństwa, jeśli nie łańcuchy,

Które związują tylko ręce, a nie duchy?

Wierzaj, są oświadczenia, nawet bez wyznania,

Są obowiązki nawet bez obowiązania!

Dwa serca, pałające na dwóch końcach ziemi,

Rozmawiają jak gwiazdy promieńmi drżącemi:

Kto wie! może dlatego ziemia tak do słońca

Dąży i tak jest zawsze miłą dla miesiąca,

Że wiecznie patrzą na się i najkrótszą drogą

Biegą do siebie - ale zbliżyć się nie mogą!"

"Dość już tego - przerwała - nie jestem planetą

Z łaski Bożej! Dość, Hrabio, ja jestem kobietą;

Już wiem resztę, przestań mi pleść ni to, ni owo.

Teraz ostrzegam: jeśli piśniesz jedno słowo,

Ażeby ślub mój zerwać, to jak Bóg na niebie,

Że z temi paznokciami przyskoczę do ciebie

I..."



"Nie będę - rzekł Hrabia - szczęścia Pani kłócił!"

I oczy pełne smutku i wzgardy odwrócił,

I ażeby ukarać niewierną kochankę,

Za przedmiot stałych ogniów wziął Podkomorzankę.



Wojski pragnął młodzieńców poróżnionych zgodzić

Przykładami mądremi, więc zaczął wywodzić

Historyję o dziku nalibockich lasów

I o kłótni Rejtana z książęciem Denassów,

Ale goście tymczasem skończyli jeść lody

I z zamku na dziedziniec wyszli dla ochłody.



Tam włość już kończy ucztę, krążą miodu dzbany,

Muzyka już się stroi i wzywa na tany;

Szukają Tadeusza, który stał na stronie

I coś pilnego szeptał swojej przyszłej żonie.



"Zofijo! muszę ciebie w bardzo ważnej rzeczy

Radzić się; już pytałem stryja, on nie przeczy.

Wiesz, iż znaczna część wiosek, które mam posiadać,

Wedle prawa na ciebie powinna by spadać.

A chłopi nie są moi, lecz twoi poddani,

Nie śmiałbym ich urządzić bez woli ich pani.

Teraz, kiedy już mamy Ojczyznę kochaną,

Czyliż wieśniacy zyszczą z tą szczęśliwą zmianą

Tyle tylko, że pana innego dostaną?

Prawda, że byli dotąd rządzeni łaskawie,

Lecz po mej śmierci Bóg wie komu ich zostawię;

Jestem żołnierz, jesteśmy śmiertelni oboje,

Jestem człowiek, sam własnych kaprysów się boję;

Bezpieczniej zrobię, kiedy władzy się wyrzekę

I oddam los włościanów pod prawa opiekę.

Sami wolni, uczyńmy i włościan wolnemi,

Oddajmy im w dziedzictwo posiadanie ziemi,

Na której się zrodzili, którą krwawą pracą

Zdobyli, z której wszystkich żywią i bogacą.

Lecz muszę ciebie ostrzec, że tych ziem nadanie

Zmniejszy nasz dochod; w miernym musimy żyć stanie.

Ja przywykłem do życia oszczędnego z młodu;

Lecz ty, Zofijo, jesteś z wysokiego rodu,

W stolicy przepędziłaś twoje młode lata;

Czyż zgodzisz się żyć na wsi? z daleka od świata!

Jak ziemianka!"

A na to Zosia rzekła skromnie:

"Jestem kobietą, rządy nie należą do mnie.

Wszakże Pan będziesz mężem; ja do rady młoda.

Co Pan urządzisz, na to całym sercem zgoda!

Jeśli włość uwalniając, zostaniesz uboższy,

To, Tadeuszu, będziesz sercu memu droższy.

O moim rodzie mało wiem i nie dbam o to;

Tyle pomnę, że byłam ubogą, sierotą,

Że od Sopliców byłam za córkę przybrana,

W ich domu hodowana i za mąż wydana.

Wsi nie lękam się; jeśli w wielkim mieście żyłam,

To dawno; zapomniałam, wieś zawsze lubiłam;

I wierz mi, że mnie moje kogutki i kurki

Więcej bawiły niżli owe Peterburki;

Jeśli czasem tęskniłam do zabaw, do ludzi,

To z dzieciństwa; wiem teraz, że mnie miasto nudzi;

Przekonałam się zimą po krótkim pobycie

W Wilnie, że ja na wiejskie urodzona życie;

Pośród zabaw tęskniłam znów do Soplicowa.

Pracy też nie lękam się, bom młoda i zdrowa,

Umiem chodzić około domu, nosić klucze;

Gospodarstwa, obaczysz, jak ja się wyuczę!"



Gdy Zosia domawiała ostatnie wyrazy,

Podszedł ku niej zdziwiony i kwaśny Gerwazy:

"Już wiem! - rzekł. - Sędzia mówił już o tej wolności!

Lecz nie pojmuję, co to ściąga się do włości!

Boję się, żeby to coś nie było z niemiecka!

Wszak wolność nie jest chłopska rzecz, ale szlachecka!

Prawda, że się wywodzim wszyscy od Adama,

Alem słyszał, że chłopi pochodzą od Chama,

Żydowie od Jafeta, my szlachta od Sema,

A więc panujem jako starsi nad obiema.

Jużci pleban inaczej uczy na ambonie...

Powiada, że to było tak w Starym Zakonie,

Ale skoro Chrystus Pan, choć z krolów pochodził,

Między Żydami w chłopskiej stajni się urodził,

Odtąd więc wszystkie stany porównał i zgodził.

Niech i tak będzie, kiedy inaczej nie można!

Zwłaszcza że, jako słyszę, i Jaśnie Wielmożna

Pani moja, Zofija, na wszystko się zgadza;

Jej rozkazać, mnie słuchać; jużci przy niej władza.

Tylko ostrzegam, byśmy wolności nie dali

Pustej i słownej tylko, jako za Moskali,

Kiedy pan Karp nieboszczyk włościan wyswobodził,

A Moskal ich podatkiem potrójnym ogłodził.

Radzę więc, aby chłopów starym obyczajem

Uszlachcić i ogłosić, że im herb nasz dajem,

Pani udzieli jednym wioskom Półkozica,

Drugim niech swą Leliwę nada Pan Soplica.

Natenczas i Rębajło uzna chłopa rownym,

Gdy go ujrzy szlachcicem wielmożnym, herbownym,

Sejm potwierdzi.

A niech się mąż Pani nie trwoży,

Iż oddanie ziem Państwo tak bardzo zuboży;

Nie da Bóg, abym rączki córy dygnitarskiej

Widział umozolone w pracy gospodarskiej.

Jest na to sposób. - W zamku wiem ja pewną skrzynię,

W której jest Horeszkowskie stołowe naczynie,

Przytem różne sygnety, kanaki, manele,

Kity bogate, rzędy, cudne karabele,

Skarbczyk Stolnika, w ziemi skryty od grabieży;

Pani Zofiji jako dziedziczce należy;

Pilnowałem go w zamku jako oka w głowie

Od Moskalów i od was, Państwo Soplicowie.

Mam także spory worek mych własnych talarów,

Uzbieranych z wysługi tudzież z pańskich darów.

Myśliłem, gdy nam zamek wróconym zostanie,

Obrócić grosz na murów wyreperowanie;

Nowemu gospodarstwu dziś zda się w potrzebie;

A więc, Panie Soplico, wnoszę się do ciebie,

Będę żył u mej Pani na łaskawym chlebie

I kołysząc Horeszków pokolenie trzecie,

Wprawiać do Scyzoryka Pani mojej dziecię,

Jeśli syn - a syn będzie, bo wojny nadchodzą,

A w czasie wojny zawżdy synowie się rodzą".



Ledwie ostatnie słowa domówił Gerwazy,

Gdy poważnemi kroki przystąpił Protazy,

Skłonił się i wydobył z zanadrza kontusza

Panegiryk ogromny w półtrzecia arkusza.

Skomponował go rymem podoficer młody,

Który niegdyś w stolicy sławne pisał ody,

Potem wdział mundur, lecz i w wojsku beletrysta,

Wiersze rabiał. - Już Woźny przeczytał ich trzysta,

Aż gdy przyszedł do miejsca: "O ty, której wdzięki

Budzą bolesną radość i rozkoszne męki!

Która na szyk Bellony gdy zwrócisz twarz piękną,

Złamią się wnet oszczepy i tarcze rozpękną,

Zwalcz dziś Marsa Hymenem; srogiej niezgod hydrze

Niech dłoń twoja syczące z czoła zmije wydrze!" -



Tadeusz i Zofija ustawnie klaskali,

Niby chwaląc, w istocie nie chcąc słuchać dal�j.



Już z rozkazu Sędziego pleban stał na stole

I ogłaszał włościanom Tadeusza wolę.



Zaledwie usłyszeli nowinę poddani,

Skoczyli do panicza, padli do nóg pani,

"Zdrowie Państwu naszemu!" - ze łzami krzyknęli;

Tadeusz krzyknął: "Zdrowie Spółobywateli,

Wolnych, równych, Polaków!"



"Wnoszę Ludu zdrowie!" -

Rzekł Dąbrowski; lud krzyknął: "Niech żyją Wodzowie,

Wiwat Wojsko!" "Wiwat Lud, wiwat wszystkie Stany!"

Tysiącem głosów zdrowia grzmiały na przemiany.



Tylko Buchman radości podzielać nie raczył,

Pochwalał projekt, lecz go rad by przeinaczył,

A naprzód komisyją legalną wyznaczył,

Która by... Krótkość czasu była na zawadzie,

Że nie stało się zadość Buchmanowej radzie.



Bo na dziedzińcu zamku już stali parami

Oficery z damami, wiara z wieśniaczkami:

"Poloneza!" - krzyknęli wszyscy w jedno słowo.

Oficerowie wiodą muzykę wojskową;

Ale pan Sędzia w ucho rzekł do Jenerała:

"Każ Pan, żeby się jeszcze kapela wstrzymała;

Wiesz, że dzisiaj synowca mego zaręczyny,

A dawnym obyczajem jest naszej rodziny

Zaręczać się i żenić przy wiejskiej muzyce.

Patrz, stoi cymbalista, skrzypak i kozice;

Poczciwi muzykanci - już się skrzypak zżyma,

A kobeźnik kłania się i żebrze oczyma;

Jeżeli ich odprawię, biedni będą płakać;

Lud przy innej muzyce nie potrafi skakać;

Niechaj ci zaczną, niech się i lud podweseli,

Potem będziem wybornej twej słuchać kapeli".

Dał znak.



Skrzypak u sukni zakasał rękawek,

Ścisnął gryf krzepko, oparł brodę o podstawek

I smyk jak konia w zawód puścił po skrzypicy.

Na to hasło stojący obok kobeźnicy,

Jak gdyby w skrzydła bijąc, częstym ramion ruchem

Dmą w miechy i oblicza wypełniają duchem;

Myśliłbyś, że ta para w powietrze uleci,

Podobna do pyzatych Boreasza dzieci.

Brakło cymbałów.



Było cymbalistów wielu,

Ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Jankielu

(Jankiel przez całą zimę nie wiedzieć gdzie bawił,

Teraz się nagle z głównym sztabem wojska zjawił).

Wiedzą wszyscy, że mu nikt na tym instrumencie

Nie wyrówna w biegłości, w guście i w talencie.

Proszą, ażeby zagrał, podają cymbały;

Żyd wzbrania się, powiada, że ręce zgrubiały,

Odwykł od grania, nie śmie i panów się wstydzi;

Kłaniając się umyka; gdy to Zosia widzi,

Podbiega i na białej podaje mu dłoni

Drążki, któremi zwykle mistrz we stróny dzwoni;

Drugą rączką po siwej brodzie starca głaska

I dygając: "Jankielu - mówi - jeśli łaska,

Wszak to me zaręczyny, zagrajże, Jankielu!

Wszak nieraz przyrzekałeś grać na mym weselu!"



Jankiel nieźmiernie Zosię lubił; kiwnął brodą

Na znak, że nie odmawia; więc go w środek wiodą,

Podają krzesło, usiadł, cymbały przynoszą,

Kładą mu na kolanach. On patrzy z rozkoszą

I z dumą; jak weteran w służbę powołany,

Gdy wnuki ciężki jego miecz ciągną ze ściany,

Dziad śmieje się, choć miecza dawno nie miał w dłoni,

Lecz uczuł, że dłoń jeszcze nie zawiedzie broni.



Tymczasem dwaj uczniowie przy cymbałach klęczą,

Stroją na nowo struny i probując brzęczą;

Jankiel z przymrużonemi na poły oczyma

Milczy i nieruchome drążki w palcach trzyma.



Spuścił je, zrazu bijąc taktem tryumfalnym,

Potem gęściej siekł stróny jak deszczem nawalnym;

Dziwią się wszyscy - lecz to była tylko proba,

Bo wnet przerwał i w górę podniosł drążki oba.



Znowu gra: już drżą drążki tak lekkiemi ruchy,

Jak gdyby zadzwoniło w stronę skrzydło muchy,

Wydając ciche, ledwie słyszalne brzęczenia.

Mistrz zawsze patrzył w niebo, czekając natchnienia.

Spójrzał z góry, instrument dumnym okiem zmierzył,

Wzniosł ręce, spuścił razem, w dwa drążki uderzył:

Zdumieli się słuchacze...

Razem ze strón wiela

Buchnął dźwięk, jakby cała janczarska kapela

Ozwała się z dzwonkami, z zelami, z bębenki.

Brzmi Polonez Trzeciego Maja! - Skoczne dźwięki

Radością oddychają, radością słuch poją,

Dziewki chcą tańczyć, chłopcy w miejscu nie dostoją -

Lecz starców myśli z dźwiękiem w przeszłość się uniosły,

W owe lata szczęśliwe, gdy senat i posły

Po dniu Trzeciego Maja w ratuszowej sali

Zgodzonego z narodem króla fetowali;

Gdy przy tańcu śpiewano: "Wiwat Król kochany!

Wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany!"



Mistrz coraz takty nagli i tony natęża;

A wtem puścił fałszywy akord jak syk węża,

Jak zgrzyt żelaza po szkle - przejął wszystkich dreszczem

I wesołość pomięszał przeczuciem złowieszczem.

Zasmuceni, strwożeni, słuchacze zwątpili:

Czy instrument niestrojny? czy się muzyk myli?

Nie zmylił się mistrz taki! On umyślnie trąca

Wciąż tę zdradziecką stronę, melodyję zmąca,

Coraz głośniej targając akord rozdąsany,

Przeciwko zgodzie tonów skonfederowany;

Aż Klucznik pojął mistrza, zakrył ręką lica

I krzyknął: "Znam! znam głos ten!

to jest T a r g o w i c a!"

I wnet pękła ze świstem strona złowróżąca.



Muzyk bieży do prymów, urywa takt, zmąca,

Porzuca prymy, bieży z drążkami do basów.

Słychać tysiące coraz głośniejszych hałasów,

Takt marszu, wojna, atak, szturm, słychać wystrzały,

Jęk dzieci, płacze matek. - Tak mistrz doskonały

Wydał okropność szturmu, że wieśniaczki drżały,

Przypominając sobie ze łzami boleści

R z e ź P r a g i, którą znały z pieśni i z powieści,

Rade, że mistrz na koniec strónami wszystkiemi

Zagrzmiał i głosy zdusił, jakby wbił do ziemi.



Ledwie słuchacze mieli czas wyjść z zadziwienia,

Znowu muzyka inna - znów zrazu brzęczenia

Lekkie i ciche, kilka cienkich strónek jęczy,

Jak kilka much, gdy z siatki wyrwą się pajęcz�j.

Lecz strón coraz przybywa, już rozpierzchłe tony

Łączą się i akordów wiążą legijony,

I już w takt postępują zgodzonemi dźwięki,

Tworząc nutę żałosną tej sławnej piosenki:

O żołnierzu tułaczu, który borem, lasem

Idzie, z biedy i z głodu przymierając czasem,

Na koniec pada u nóg konika wiernego,

A konik nogą grzebie mogiłę dla niego.



Piosenka stara, wojsku polskiemu tak miła!

Poznali ją żołnierze, wiara się skupiła

Wkoło mistrza; słuchają, wspominają sobie

Ów czas okropny, kiedy na Ojczyzny grobie

Zanucili tę piosnkę i poszli w kraj świata;

Przywodzą na myśl długie swej wędrówki lata

Po lądach, morzach, piaskach gorących i mrozie,

Pośrodku obcych ludów, gdzie często w obozie

Cieszył ich i rozrzewniał ten śpiew narodowy.

Tak rozmyślając, smutnie pochylili głowy.



Ale je wnet podnieśli, bo mistrz tony wznosi,

Natęża, takty zmienia, cóś innego głosi.

I znowu spójrzał z góry, okiem struny zmierzył,

Złączył ręce, oburącz w dwa drążki uderzył:

Uderzenie tak sztuczne, tak było potężne,

Że stróny zadzwoniły jak trąby mosiężne

I z trąb znana piosenka ku niebu wionęła,

Marsz tryumfalny: "Jeszcze Polska nie zginęła!"

"Marsz, Dąbrowski, do Polski!" - I wszyscy klasnęli,

I wszyscy "Marsz Dąbrowski" chorem okrzyknęli!



Muzyk, jakby sam swojej dziwił się piosence,

Upuścił drążki z palców, podniosł w górę ręce,

Czapka lisia spadła mu z głowy na ramiona,

Powiewała poważnie broda podniesiona,

Na jagodach miał kręgi dziwnego rumieńca,

We wzroku, ducha pełnym, błyszczał żar młodzieńca,

Aż gdy na Dąbrowskiego starzec oczy zwrócił,

Zakrył rękami, spod rąk łez potok się rzucił:

"Jenerale! - rzekł - ciebie długo Litwa nasza

Czekała... długo, jak my Żydzi Mesyjasza.

Ciebie prorokowali dawno między ludem

Śpiewaki, ciebie niebo obwieściło cudem.

Żyj i wojuj, o, ty nasz!..."

Mówiąc, ciągle szlochał.

Żyd poczciwy Ojczyznę jako Polak kochał!

Dąbrowski mu podawał rękę i dziękował,

On, czapkę zdjąwszy, wodza rękę ucałował.



Poloneza czas zacząć. - Podkomorzy rusza

I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza,

I wąsa podkręcając, podał rękę Zosi,

I skłoniwszy się grzecznie, w pierwszą parę prosi.

Za Podkomorzym szereg w pary się gromadzi;

Dano hasło, zaczęto taniec - on prowadzi.



Nad murawą czerwone połyskają buty,

Bije blask z karabeli, świeci się pas suty,

A on stąpa powoli, niby od niechcenia;

Ale z każdego kroku, z każdego ruszenia

Można tancerza czucia i myśli wyczytać:

Oto stanął, jak gdyby chciał swą damę pytać,

Pochyla ku niej głowę, chce szepnąć do ucha;

Dama głowę odwraca, wstydzi się, nie słucha,

On zdjął konfederatkę, kłania się pokornie,

Dama raczyła spójrzeć, lecz milczy upornie;

On krok zwalnia, oczyma jej spójrzenie śledzi

I zaśmiał się na koniec - rad z jej odpowiedzi,

Stąpa prędzej, pogląda na rywalów z góry

I swą konfederatkę z czaplinymi pióry

To na czole zawiesza, to nad czołem wstrząsa,

Aż włożył ją na bakier i podkręcił wąsa.

Idzie; wszyscy zazdroszczą, biegą w jego ślady,

On by rad ze swą damą wymknąć się z gromady;

Czasem staje na miejscu, rękę grzecznie wznosi

I żeby mimo przeszli, pokornie ich prosi;

Czasem zamyśla zręcznie na bok się uchylić,

Odmienia drogę, rad by towarzyszów zmylić,

Lecz go szybkimi kroki ścigają natręty

I zewsząd obwijają tanecznemi skręty;

Więc gniewa się, prawicę na rękojeść składa,

Jakby rzekł: "Nie dbam o was, zazdrośnikom biada!"

Zwraca się z dumą w czole i z wyzwaniem w oku

Prosto w tłum; tłum tancerzy nie śmie dostać w kroku;

Ustępują mu z drogi i - zmieniwszy szyki,

Puszczają się znów za nim.

Brzmią zewsząd okrzyki:

"Ach, to może ostatni! patrzcie, patrzcie, młodzi,

Może ostatni, co tak poloneza wodzi!"



I szły pary po parach hucznie i wesoło,

Rozkręcało się, znowu skręcało się koło,

Jak wąż olbrzymi, w tysiąc łamiący się zwojów;

Mieni się cętkowata, różna barwa strojów

Damskich, pańskich, żołnierskich, jak łuska błyszcząca,

Wyzłocona promieńmi zachodniego słońca

I odbita o ciemne murawy węzgłowia.

Wre taniec, brzmi muzyka, oklaski i zdrowia!



Tylko kapral Dobrzyński Sak ani kapeli

Nie słucha, ani tańczy, ani się weseli.

Ręce w tył założywszy stoi zły, ponury,

Wspomina swe dawniejsze do Zosi konkury:

Jak lubił dla niej nosić kwiaty, pleść koszyczki,

Wybierać gniazda ptasie, robić zauszniczki.

Niewdzięczna! chociaż tyle pięknych darów strwonił,

Choć przed nim uciekała, choć mu ojciec bronił,

On jeszcze!... Ile razy na parkanie siadał,

By ją dójrzeć przez okna! w konopie się wkradał,

Żeby patrzeć, jak ona pleła swe ogródki,

Rwała ogórki albo karmiła kogutki.

Niewdzięczna! Spuścił głowę, i na koniec świsnął

Mazurka, potem kaszkiet na uszy nacisnął

I szedł w obóz, gdzie stała przy armatach warta;

Tam dla rozerwania się zaczął grać w drużbarta

Z wiarusami, kielichem osładzając żałość.

Taka była dla Zosi Dobrzyńskiego stałość.



Zosia tańczy wesoło; lecz choć w pierwszej parze,

Ledwie widna z daleka; na wielkim obszarze

Zarosłego dziedzińca, w zielonej sukience,

Ustrojona w równianki i w kwieciste wieńce,

Śród traw i kwiatów krąży niewidzialnym lotem,

Rządząc tańcem, jak anioł nocnych gwiazd obrotem:

Zgadniesz, gdzie jest, bo ku niej obrócone oczy,

Wyciągnięte ramiona, ku niej zgiełk się tłoczy.

Darmo się Podkomorzy zostać przy niej sili;

Zazdrośnicy już z pierwszej pary go odbili;

I szczęśliwy Dąbrowski niedługo się cieszył,

Ustąpił ją drugiemu, a już trzeci śpieszył;

I ten, zaraz odbity, odszedł bez nadziei.

Aż Zosia, już strudzona, spotkała z kolei

Tadeusza, i dalszej lękając się zmiany,

I chcąc przy nim pozostać, zakończyła tany.

Idzie do stołu gościom nalewać kielichy.



Słońce już gasło, wieczór był ciepły i cichy;

Okrąg niebios gdzieniegdzie chmurkami zasłany,

U góry błękitnawy, na zachód różany;

Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące,

Tam jako trzody owiec na murawie śpiące,

Ówdzie nieco drobniejsze, jak stada cyranek.

Na zachód obłok na kształt rąbkowych firanek,

Przejrzysty, sfałdowany, po wierzchu perłowy,

Po brzegach pozłacany, w głębi purpurowy,

Jeszcze blaskiem zachodu tlił się i rozżarzał,

Aż powoli pożółkniał, zbladnął i poszarzał;

Słońce spuściło głowę, obłok zasunęło

I raz ciepłym powiewem westchnąwszy - usnęło.



A szlachta ciągle pije i wiwaty wznosi:

Napoleona, Wodzów, Tadeusza, Zosi,

Wreszcie z kolei wszystkich trzech par zaręczonych,

Wszystkich gości obecnych, wszystkich zaproszonych,

Wszystkich przyjaciół, których kto żywych spamięta

I których zmarłych pamięć pozostała święta!

I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,

A com widział i słyszał, w księgi umieściłem.


Informacja  Zarejestruj się lub zaloguj aby nie pisać anonimowo i nie wpisywać kodu
Połącz z Facebookiem
Twój e-mail

Twój komentarz

Przepisz cyferki ;)
Kod