Pudzian nie dał rady gigantowi
06.10.2009 16:48

Mariusz Pudzianowski (32 l.) stoczył heroiczną walkę, dosłownie do ostatniej sekundy zażarcie bronił tytułu najsilniejszego człowieka na świecie. W końcu musiał jednak uznać wyższość litewskiego olbrzyma Zydrunasa Savickasa (34 l.). - Po prostu był za mocny. Nie byłem w stanie go pokonać - przyznaje "Pudzian".
Przed trzecim, ostatnim dniem finału rozgrywanych na Malcie mistrzostw Polak tracił do Litwina zaledwie pół punktu. Siłacze mieli przed sobą dwie konkurencje - martwy ciąg (podnoszenie ważącego 345 kg samochodu) oraz załadunek kul na podesty (od 110 do 165 kg). - I ja, i Savickas radzimy sobie w nich dobrze, więc wojna o tytuł będzie straszna - zapowiadał Mariusz. W martwym ciągu był drugi. Niestety, wyprzedził go właśnie Litwin, powiększając przewagę do 2 punktów. - Żeby go dogonić, musiałbym z nim wygrać kule i liczyć na to, że między mną a Savickasem będzie jeszcze dwóch zawodników - tłumaczy "Pudzian". - Ale nie dałem rady, po kontuzji nie zdążyłem odpowiednio przygotować mięśni pleców - dodaje wicemistrz świata, który pół roku temu przeszedł operację po zerwaniu bicepsa. Polak ostatnią konkurencję ukończył na czwartym miejscu, a Savickas był drugi. Litwin został nowym mistrzem, wyprzedzając Mariusza o 4 punkty. - To były niesamowite mistrzostwa: wszyscy najlepsi strongmani i nieprawdopodobnie wysoki poziom - komentuje Pudzianowski. - Biłem tu rekordy życiowe, ale to okazało się za mało na Savickasa. Litwin jest ode mnie cięższy o 38 kg, a taka różnica w masie to ogromna przewaga. Mariusz ma małą satysfakcję, bo pozostawił daleko w tyle Amerykanów (w finale było ich aż pięciu), którzy odgrażali się, że upokorzą utytułowanego Polaka. - Te mistrzostwa to ich klęska, bo okazało się, że są mocni tylko w gębie - uśmiecha się Pudzianowski. Teraz "Pudzian" rozpoczyna przygotowania do walki w MMA z Andrzejem Najmanem (11 grudnia). - Trochę poleję się w ringu, a potem chcę jeszcze raz spróbować wrócić na szczyt strongmanów - zapowiada pięciokrotny mistrz świata.
Przed trzecim, ostatnim dniem finału rozgrywanych na Malcie mistrzostw Polak tracił do Litwina zaledwie pół punktu. Siłacze mieli przed sobą dwie konkurencje - martwy ciąg (podnoszenie ważącego 345 kg samochodu) oraz załadunek kul na podesty (od 110 do 165 kg). - I ja, i Savickas radzimy sobie w nich dobrze, więc wojna o tytuł będzie straszna - zapowiadał Mariusz. W martwym ciągu był drugi. Niestety, wyprzedził go właśnie Litwin, powiększając przewagę do 2 punktów. - Żeby go dogonić, musiałbym z nim wygrać kule i liczyć na to, że między mną a Savickasem będzie jeszcze dwóch zawodników - tłumaczy "Pudzian". - Ale nie dałem rady, po kontuzji nie zdążyłem odpowiednio przygotować mięśni pleców - dodaje wicemistrz świata, który pół roku temu przeszedł operację po zerwaniu bicepsa. Polak ostatnią konkurencję ukończył na czwartym miejscu, a Savickas był drugi. Litwin został nowym mistrzem, wyprzedzając Mariusza o 4 punkty. - To były niesamowite mistrzostwa: wszyscy najlepsi strongmani i nieprawdopodobnie wysoki poziom - komentuje Pudzianowski. - Biłem tu rekordy życiowe, ale to okazało się za mało na Savickasa. Litwin jest ode mnie cięższy o 38 kg, a taka różnica w masie to ogromna przewaga. Mariusz ma małą satysfakcję, bo pozostawił daleko w tyle Amerykanów (w finale było ich aż pięciu), którzy odgrażali się, że upokorzą utytułowanego Polaka. - Te mistrzostwa to ich klęska, bo okazało się, że są mocni tylko w gębie - uśmiecha się Pudzianowski. Teraz "Pudzian" rozpoczyna przygotowania do walki w MMA z Andrzejem Najmanem (11 grudnia). - Trochę poleję się w ringu, a potem chcę jeszcze raz spróbować wrócić na szczyt strongmanów - zapowiada pięciokrotny mistrz świata.
Strona główna
Atlasy do ćwiczeń
Aktualności